Smocze Marzenia - Część 17.
Wrota do stajni otworzyły się z cichym skrzypnięciem, gdy do środka budynku wśliznął się Czkawka, chowając się przed oślepiającym znad wschodu słońcem. Z początku trudno mu było dostrzec choćby zarysy przedmiotów znajdujących się wewnątrz, ale po chwili jego wzrok przyzwyczaił się do półmroku, panującego tutaj zawsze o poranku. Na górnym piętrze, w jednym z boksów, wcześniej przeznaczonych dla smoków, krzątała się ciemnowłosa dziewczyna, z początku nie zauważając zbliżającego się Jeźdźca. Zareagowała dopiero wtedy, gdy już wspiął się po drabince i zaczął zmierzać w jej stronę po stabilnym podeście, stukając przy każdym kroku metalową protezą. Uśmiechnęła się niemrawo na jego widok, złapała leżącą w pobliżu Księgę Smoków i ruszyła naprzeciw Czkawki. - Cześć i... Oddaję to. - mruknęła słabym głosem, nawet nie siląc się na uprzejmość i choćby odrobinę entuzjazmu, po czym zwyczajnie odwróciła się, wracając do swojego poprzednieg...