Smocze Marzenia - Część 8.
Nazajutrz po śniadaniu Jeźdźcy zebrali się w głównym budynku, aby przedyskutować kilka faktów na temat minionej bitwy w Łowcami. Pierwszy temat poruszył Śledzik, którego ten problem gryzł chyba od dłuższego czasu.
- Nie było z nimi Viggo ani Rykera. - zauważył. - Zostawili tak ważny ładunek tylko swoim ludziom?
- Których też nie było zbyt wielu. - dopowiedziała Iris, przypominając sobie, jak zeszłego południa z łatwością przemykała korytarzami statku Łowców.
Czkawka przez chwilę przyglądał się kantowi stołu, jakby ten mógł odpowiedzieć na wszystkie pytania, które kłębiły się pod jego gęstą czupryną.
- Statek mógł płynąć z jakichś aukcji albo polowań, gdzie przywódcy nie byli potrzebni...
- Albo - zaintonował Mieczyk wszechwiedzącym głosem - któryś z Łowców dokonał mordu na Viggo i przejął po nim władzę, po czym wyruszył na podbój dalekich wysp poza archipelagiem.
Wszyscy zebrani w pomieszczeniu wikingowie popatrzyli na chłopaka tak, jakby przed chwilą oznajmił, że ma bliskie kontakty z bogami. Ten jednak z opanowaniem wzruszył ramionami.
- No co? To znacznie ułatwiłoby sprawę.
I choć trudno było się z nim nie zgodzić, Astrid postanowiła poprowadzić rozmowę w dalszym, bardziej prawdopodobnym kierunku.
- W takim razie skąd Johann wiedział, jakie smoki mają być transportowane tym statkiem?
Wszyscy zamilkli. Iris nigdy nie poznała osobiście tego szalonego kupca, ale już z samych opowieści wnioskowała, że mężczyzna nie był pewien, po czyjej stoi stronie. Był jednak szybkim i, jak dotąd, pewnym źródłem informacji.
- Ma wiele kontaktów i... Zna wielu ludzi? - rzucił Śledzik bez przekonania, jakby sam nie do końca wierzył w to, co mówi.
Jego wątpliwości szybko jednak rozwiał Sączysmark.
- To niczego nie wyjaśnia. Kupczy może i ma dobre znajomości, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie wpuściłby go na swoją aukcję.
- Och, gdybyśmy tylko wiedzieli skąd lub gdzie płynęli... Gdybyśmy mieli jakąś mapę... - lamentował Czkawka. Nie było mu łatwo uporać się z szybko gromadzącymi się problemami i pytaniami, co dalej.
- Nie było z nimi Viggo ani Rykera. - zauważył. - Zostawili tak ważny ładunek tylko swoim ludziom?
- Których też nie było zbyt wielu. - dopowiedziała Iris, przypominając sobie, jak zeszłego południa z łatwością przemykała korytarzami statku Łowców.
Czkawka przez chwilę przyglądał się kantowi stołu, jakby ten mógł odpowiedzieć na wszystkie pytania, które kłębiły się pod jego gęstą czupryną.
- Statek mógł płynąć z jakichś aukcji albo polowań, gdzie przywódcy nie byli potrzebni...
- Albo - zaintonował Mieczyk wszechwiedzącym głosem - któryś z Łowców dokonał mordu na Viggo i przejął po nim władzę, po czym wyruszył na podbój dalekich wysp poza archipelagiem.
Wszyscy zebrani w pomieszczeniu wikingowie popatrzyli na chłopaka tak, jakby przed chwilą oznajmił, że ma bliskie kontakty z bogami. Ten jednak z opanowaniem wzruszył ramionami.
- No co? To znacznie ułatwiłoby sprawę.
I choć trudno było się z nim nie zgodzić, Astrid postanowiła poprowadzić rozmowę w dalszym, bardziej prawdopodobnym kierunku.
- W takim razie skąd Johann wiedział, jakie smoki mają być transportowane tym statkiem?
Wszyscy zamilkli. Iris nigdy nie poznała osobiście tego szalonego kupca, ale już z samych opowieści wnioskowała, że mężczyzna nie był pewien, po czyjej stoi stronie. Był jednak szybkim i, jak dotąd, pewnym źródłem informacji.
- Ma wiele kontaktów i... Zna wielu ludzi? - rzucił Śledzik bez przekonania, jakby sam nie do końca wierzył w to, co mówi.
Jego wątpliwości szybko jednak rozwiał Sączysmark.
- To niczego nie wyjaśnia. Kupczy może i ma dobre znajomości, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie wpuściłby go na swoją aukcję.
- Och, gdybyśmy tylko wiedzieli skąd lub gdzie płynęli... Gdybyśmy mieli jakąś mapę... - lamentował Czkawka. Nie było mu łatwo uporać się z szybko gromadzącymi się problemami i pytaniami, co dalej.
Szpadka poruszyła się na swoim miejscu i spod tuniki wyjęła pognieciony zwitek papieru.
- Na przykład coś takiego? - rzuciła go niedbale na stół.
Zwój pergaminu natychmiast zwrócił uwagę wszystkich. Czkawka delikatnie sięgnął, podniósł go i rozwinął, jakby za chwilę miał rozsypać mu się w palcach. Na jego twarzy pojawiło się tak ogromne zaskoczenie, że reszta Jeźdźców niecierpliwie rzuciła się do jego obejrzenia.
Kartka wielkości przeciętnej księgi wędrowała po kolei przez ręce wikingów. Kiedy wreszcie i Iris mogła ujrzeć jej zawartość, oniemiała. Była to mapa, dokładnie opisująca niedalekie wody. Ze skróconych lekcji kartografii, które odbyła w zeszłym tygodniu u Jeźdźca Nocnej Furii rozpoznawała kilka orientacyjnych punktów. Przez rysunek biegła jedna, choć wiele razy zaginana czerwona linia. Rozpoczynała się gdzieś poza granicami mapy, później wędrowała do wyspy Śmiercipieśnia, gdzie widniał znak "X". Dalej w kolejności były: Mroczna Głębia, Wyspa Ognioglist, Wyspa Szybkich Szpiców i kilka innych pomniejszych wysepek, których Iris nie kojarzyła. Na samym końcu zaznaczono Koniec Świata i czerwona linia znów kończyła się wraz z brzegiem kartki.
- Co...? Jak wy to...? - Czkawka próbował wydobyć z siebie głos.
Szpadka jedynie beznamiętnie wzruszyła ramionami i spojrzała na swojego brata.
- Kiedy wy rozwalaliście statek na drobne kawałeczki, my postanowiliśmy rozejrzeć się po kajucie kapitana. - tłumaczył Mieczyk. Iris nareszcie udało się nauczyć, kto jest kim. - Oprócz starych mieczy, kilku błyskotek i tego papieru, nie było tam nic ciekawego.
Czkawka zrezygnował z dalszego zadawania pytań i kręcąc głową wyjął z rąk ciemnowłosej dziewczyny mapę. Rozłożył ją na stole przed sobą tak, by każdy mógł dokładnie się jej przyjrzeć.
Przeciągnął palcem wskazującym po górnej części linii, która zaczynała się gdzieś poza mapą.
- Łowcy nadpłynęli stąd, a dokładnie w tym miejscu ich zaatakowaliśmy. - zatrzymał się na znaku "X" - Dalej zaznaczone są inne wyspy, które zamieszkują smoki. W końcu jest i nasza, a linia wiedzie dalej w stronę...
Zdanie dokończył za niego Śledzik, bliski utraty przytomności.
- O nie... Berk! - pisnął, a na jego twarzy pojawił się dziki wyraz przerażenia.
- Berk? - Iris chciała dowiedzieć się więcej o miejscu, którego nie znała. Dziwne, że Czkawka nie wspomniał o nim wcześniej, bo chyba było dla Jeźdźców bardzo sentymentalnie. Do odpowiedzi czym prędzej rzuciła się Astrid.
- Nasza wyspa rodzinna. - wytłumaczyła z szelmowskim uśmiechem na ustach, wyraźnie akcentując ostatnie słowo.
Jeździec Nocnej Furii spiorunował dziewczynę wzrokiem i sprowadził temat na bardziej bezpieczne tory.
- Więc nasuwa się pytanie: czy Johan naprawdę zdobył te informacje od swoich znajomych?
Wśród Jeźdźców znowu zapadła pełna napięcia cisza. Śledzik ciągle nie mógł pozbyć się wyrazu zdziwienia z twarzy.
- Sądzisz, że... - przełknął ślinę z niemałą trudnością - Że Johan pracuje dla Łowców?
To stwierdzenie wywołało wśród słuchaczy różne emocje: Astrid zrobiła minę wszechwiedzącej, jakby od dawna przewidywała tę opcję; Sączysmark chyba nie wiedział, czy roześmiać się, czy rozpłakać; a Mieczyk i Szpadka identycznie rozwarli usta w niemym zaskoczeniu, zawieszając wzrok na otyłym chłopaku.
Czkawka tylko ponuro pokręcił głową, jakby nie chciał wierzyć, że ich podejrzenia mogą się sprawdzić.
- Najpierw musimy się upewnić, a dopiero potem będziemy rzucać oskarżeniami. Równie dobrze pomiędzy tą mapą a jego informacjami może nie być najmniejszego związku.
Iris była w szoku, jak szybko jej życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Jeszcze niedawno była odrzucanym dziwolągiem, a teraz znalazła się pośrodku wielkiej bitwy o smoki.
- Uważam, że powinniśmy czym prędzej odwiedzić Berk. - kontynuował Czkawka. - Ostrzec ich przed ewentualnym atakiem, gdybyśmy my nie dali rady powstrzymać Łowców. Muszą się przygotować.
Astrid rzuciła mu spojrzenie, z którego wynikało, że uważa, iż chłopak zwariował.
- I chcesz zostawić Koniec Świata samemu sobie? - prawie wykrzyknęła głosem pełnym bulwersacji.
Szatyn na moment przymknął oczy, ale już po chwili ponownie spojrzał na dziewczynę i odpowiedział.
- Jeśli chcesz, możesz zostać. Razem z... Smarkiem?
Astrid, gdyby tylko potrafiła, prawdopodobnie zabiłaby Czkawkę samym spojrzeniem. Ten jednak szybko się uśmiechnął i rozejrzał po wszystkich zebranych.
- Nikt nie zostaje. - sprostował. - Jeśli wcześniej mogliśmy latać wszyscy razem, to czemu teraz nie? Jeśli ta mapa się nie myli, mamy jeszcze sporo czasu, zanim Łowcy tutaj dotrą. A poza tym, wszyscy będziecie mi potrzebni. Mamy kilka spraw do załatwienia.
Blondwłosa chyba nie była zachwycona, ale więcej się nie sprzeczała.
Od kiedy Iris pojawiła się wśród nich, ta dziewczyna musiała się porządnie zmienić. Sądziła tak na podstawie reakcji innych Jeźdźców i ich zdziwionych min, kiedy Astrid reagowała dość impulsywnie. Ciemnowłosa czuła, że ta z nią rywalizuje, ale nie miała pojęcia o co.
- A więc kiedy wyruszamy? - dopytywał się Śledzik.
Czkawka przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, po czym wybrał najrozsądniejszą opcję.
- Jutro z samego rana. Im szybciej się tam znajdziemy, tym będziemy mieli większe szanse w razie ewentualnej konfrontacji.
Jeźdźcy zgodnie pokiwali głowami z aprobatą. Może na pierwszy rzut oka wyglądali jak przypadkowa zbieranina niedoświadczonych nastolatków, poszukujących wolności, ale kiedy trzeba było, każdy z nich mógłby oddać za drugiego życie. Rozumieli co to znaczy niebezpieczeństwo i razem potrafili mu zapobiec.
- Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. - Astrid była wyraźnie przybita myślą o niepowodzeniach.
Śledzik wcale nie prezentował się lepiej ze skórą barwy kredy, ale starał się podtrzymać na duchu resztę drużyny.
- Musi... Zawsze kończy się dobrze. - rzekł, choć w jego głosie nie było ani odrobiny entuzjazmu. - Ale... Może chodźmy się już spakować?
- Na przykład coś takiego? - rzuciła go niedbale na stół.
Zwój pergaminu natychmiast zwrócił uwagę wszystkich. Czkawka delikatnie sięgnął, podniósł go i rozwinął, jakby za chwilę miał rozsypać mu się w palcach. Na jego twarzy pojawiło się tak ogromne zaskoczenie, że reszta Jeźdźców niecierpliwie rzuciła się do jego obejrzenia.
Kartka wielkości przeciętnej księgi wędrowała po kolei przez ręce wikingów. Kiedy wreszcie i Iris mogła ujrzeć jej zawartość, oniemiała. Była to mapa, dokładnie opisująca niedalekie wody. Ze skróconych lekcji kartografii, które odbyła w zeszłym tygodniu u Jeźdźca Nocnej Furii rozpoznawała kilka orientacyjnych punktów. Przez rysunek biegła jedna, choć wiele razy zaginana czerwona linia. Rozpoczynała się gdzieś poza granicami mapy, później wędrowała do wyspy Śmiercipieśnia, gdzie widniał znak "X". Dalej w kolejności były: Mroczna Głębia, Wyspa Ognioglist, Wyspa Szybkich Szpiców i kilka innych pomniejszych wysepek, których Iris nie kojarzyła. Na samym końcu zaznaczono Koniec Świata i czerwona linia znów kończyła się wraz z brzegiem kartki.
- Co...? Jak wy to...? - Czkawka próbował wydobyć z siebie głos.
Szpadka jedynie beznamiętnie wzruszyła ramionami i spojrzała na swojego brata.
- Kiedy wy rozwalaliście statek na drobne kawałeczki, my postanowiliśmy rozejrzeć się po kajucie kapitana. - tłumaczył Mieczyk. Iris nareszcie udało się nauczyć, kto jest kim. - Oprócz starych mieczy, kilku błyskotek i tego papieru, nie było tam nic ciekawego.
Czkawka zrezygnował z dalszego zadawania pytań i kręcąc głową wyjął z rąk ciemnowłosej dziewczyny mapę. Rozłożył ją na stole przed sobą tak, by każdy mógł dokładnie się jej przyjrzeć.
Przeciągnął palcem wskazującym po górnej części linii, która zaczynała się gdzieś poza mapą.
- Łowcy nadpłynęli stąd, a dokładnie w tym miejscu ich zaatakowaliśmy. - zatrzymał się na znaku "X" - Dalej zaznaczone są inne wyspy, które zamieszkują smoki. W końcu jest i nasza, a linia wiedzie dalej w stronę...
Zdanie dokończył za niego Śledzik, bliski utraty przytomności.
- O nie... Berk! - pisnął, a na jego twarzy pojawił się dziki wyraz przerażenia.
- Berk? - Iris chciała dowiedzieć się więcej o miejscu, którego nie znała. Dziwne, że Czkawka nie wspomniał o nim wcześniej, bo chyba było dla Jeźdźców bardzo sentymentalnie. Do odpowiedzi czym prędzej rzuciła się Astrid.
- Nasza wyspa rodzinna. - wytłumaczyła z szelmowskim uśmiechem na ustach, wyraźnie akcentując ostatnie słowo.
Jeździec Nocnej Furii spiorunował dziewczynę wzrokiem i sprowadził temat na bardziej bezpieczne tory.
- Więc nasuwa się pytanie: czy Johan naprawdę zdobył te informacje od swoich znajomych?
Wśród Jeźdźców znowu zapadła pełna napięcia cisza. Śledzik ciągle nie mógł pozbyć się wyrazu zdziwienia z twarzy.
- Sądzisz, że... - przełknął ślinę z niemałą trudnością - Że Johan pracuje dla Łowców?
To stwierdzenie wywołało wśród słuchaczy różne emocje: Astrid zrobiła minę wszechwiedzącej, jakby od dawna przewidywała tę opcję; Sączysmark chyba nie wiedział, czy roześmiać się, czy rozpłakać; a Mieczyk i Szpadka identycznie rozwarli usta w niemym zaskoczeniu, zawieszając wzrok na otyłym chłopaku.
Czkawka tylko ponuro pokręcił głową, jakby nie chciał wierzyć, że ich podejrzenia mogą się sprawdzić.
- Najpierw musimy się upewnić, a dopiero potem będziemy rzucać oskarżeniami. Równie dobrze pomiędzy tą mapą a jego informacjami może nie być najmniejszego związku.
Iris była w szoku, jak szybko jej życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Jeszcze niedawno była odrzucanym dziwolągiem, a teraz znalazła się pośrodku wielkiej bitwy o smoki.
- Uważam, że powinniśmy czym prędzej odwiedzić Berk. - kontynuował Czkawka. - Ostrzec ich przed ewentualnym atakiem, gdybyśmy my nie dali rady powstrzymać Łowców. Muszą się przygotować.
Astrid rzuciła mu spojrzenie, z którego wynikało, że uważa, iż chłopak zwariował.
- I chcesz zostawić Koniec Świata samemu sobie? - prawie wykrzyknęła głosem pełnym bulwersacji.
Szatyn na moment przymknął oczy, ale już po chwili ponownie spojrzał na dziewczynę i odpowiedział.
- Jeśli chcesz, możesz zostać. Razem z... Smarkiem?
Astrid, gdyby tylko potrafiła, prawdopodobnie zabiłaby Czkawkę samym spojrzeniem. Ten jednak szybko się uśmiechnął i rozejrzał po wszystkich zebranych.
- Nikt nie zostaje. - sprostował. - Jeśli wcześniej mogliśmy latać wszyscy razem, to czemu teraz nie? Jeśli ta mapa się nie myli, mamy jeszcze sporo czasu, zanim Łowcy tutaj dotrą. A poza tym, wszyscy będziecie mi potrzebni. Mamy kilka spraw do załatwienia.
Blondwłosa chyba nie była zachwycona, ale więcej się nie sprzeczała.
Od kiedy Iris pojawiła się wśród nich, ta dziewczyna musiała się porządnie zmienić. Sądziła tak na podstawie reakcji innych Jeźdźców i ich zdziwionych min, kiedy Astrid reagowała dość impulsywnie. Ciemnowłosa czuła, że ta z nią rywalizuje, ale nie miała pojęcia o co.
- A więc kiedy wyruszamy? - dopytywał się Śledzik.
Czkawka przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, po czym wybrał najrozsądniejszą opcję.
- Jutro z samego rana. Im szybciej się tam znajdziemy, tym będziemy mieli większe szanse w razie ewentualnej konfrontacji.
Jeźdźcy zgodnie pokiwali głowami z aprobatą. Może na pierwszy rzut oka wyglądali jak przypadkowa zbieranina niedoświadczonych nastolatków, poszukujących wolności, ale kiedy trzeba było, każdy z nich mógłby oddać za drugiego życie. Rozumieli co to znaczy niebezpieczeństwo i razem potrafili mu zapobiec.
- Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. - Astrid była wyraźnie przybita myślą o niepowodzeniach.
Śledzik wcale nie prezentował się lepiej ze skórą barwy kredy, ale starał się podtrzymać na duchu resztę drużyny.
- Musi... Zawsze kończy się dobrze. - rzekł, choć w jego głosie nie było ani odrobiny entuzjazmu. - Ale... Może chodźmy się już spakować?
~ GuineaPigi
Komentarze
Prześlij komentarz