Smocze Marzenia - Część 12.

      Obudziła się dopiero wtedy, gdy któryś z Jeźdźców zaczął ją cucić. Powoli odzyskiwała świadomość, zdając sobie sprawę, że zamknięto ich w obszernym, dobrze oświetlonym pomieszczeniu gdzieś pod pokładem statku Łowców, a tuż nad nią klęczy Czkawka, próbując sprowadzić ją do rzeczywistości. Kiedy spojrzała na niego wciąż lekko zamglonym wzrokiem, ten odetchnął z ulgą i wstał.
      Iris usiadła, choć sprawiło jej to niemałą trudność i z ulgą stwierdziła, że nie czuje już uporczywego pieczenia pod powiekami.
      Wszyscy Jeźdźcy siedzieli pod przeciwległą ścianą ze skwaszonymi minami, a tylko Astrid odnalazła w sobie energię, aby walić pięściami w drewniane drzwi.
      - Wypuśćcie nas! Oddajcie nasze smoki! - krzyczała.
      Ciemnowłosa, kurczowo trzymając się ściany, podniosła się na nogi i zrobiła kilka niepewnych kroków, aby sprawdzić, czy nie nabawiła się złamań. O dziwo, szczęśliwie była cała i zdrowa. W tym czasie Czkawka, stojący teraz po środku pomieszczenia, widząc rozpaczliwe zachowanie Astrid, ukrył twarz w dłoniach.
      - Jak mogłem być tak głupi... - wyszeptał z goryczą.
      - To nie twoja... - chciał go pocieszyć Śledzik, ale nie pozwolono mu dokończyć.
      Astrid odwróciła się w stronę Jeźdźca Nocnej Furii i energicznym krokiem, z wściekłością w oczach, podeszła do niego, zaciskając pięści.
      - Właśnie! - wykrzyknęła, ledwo panując nad swoim głosem - To ty nas w to wpakowałeś! To twoja wina, że nas tu zamknęli! Jak mogłeś do tego dopuścić?! - z każdym nowym zdaniem dźgała zdezorientowanego chłopaka wyprostowanym palcem w pierś.
      Iris nie mogła dłużej słuchać tych bezpodstawnych oskarżeń wobec Czkawki. Resztką sił, które jej jeszcze pozostały, odstąpiła od ściany i energicznym krokiem ruszyła w stronę blondwłosej dziewczyny. Kiedy tylko znalazła się blisko niej, kątem oka chwytając bezsilne spojrzenie Jeźdźca Nocnej Furii, z całej siły odepchnęła samolubną nastolatkę w najbliższy kąt. Ta szybko straciła równowagę potykając się o własne nogi i wylądowała na podłodze. 
      To jednak Iris nie wystarczyło. Błyskawicznie znalazła się nad dziewczyną, teraz zwijającą się na drewnianych deskach u jej stóp.
      - Co ty sobie wyobrażasz?! - wykrzyknęła, z furią zaciskając zbielałe palce w pięści - Najpierw sama proponujesz zwiad na teren wroga, a teraz zrzucasz całą odpowiedzialność na Czkawkę?! Nie masz za grosz uczciwości!
      W pomieszczeniu zapanowała niezręczna cisza, świdrująca czaszki młodych wikingów. Nikt nie chciał narazić się na kolejny wybuch ze strony ciemnowłosej. Ostatecznie na niezbyt wyszukany komentarz zdecydował się Sączysmark, zwracając się do Czkawki.
      - No, stary. Dziewczyny się o ciebie pobiły. Ja jestem zazdrosny.
      Dopiero te słowa sprowadziły Iris do rzeczywistości. Piorunując wzrokiem umięśnionego Jeźdźca, odwróciła się od denerwującej nastolatki i zwróciła do reszty przyjaciół.
      - Jeśli nikt więcej nie ma w zanadrzu irytujących tekstów, proponuję wydostanie się z tej dziury.
      Do Czkawki nie dotarły chyba wcześniejsze słowa dziewczyny, bo dalej wpatrywał się w miejsce, gdzie dosłownie przed chwilą ręce Iris napotkały klatkę piersiową Astrid.
      Natomiast bliźniaki nie miały takiego problemu. Mieczyk wraz z siostrą intensywnie obserwowali zamek zamontowany w jedynych drzwiach tego pokoju. Oboje szybko podnieśli się ze swojego miejsca i rzekli:
- Poświęć minutę i zostaw to specjalistom.
      Mieczyk już miał przekroczyć przez wyciągnięte, krótkie nogi Śledzika i ruszyć do akcji, kiedy z drugiej strony dębowego skrzydła dobiegł ich głęboki, znudzony głos.
      - Nie macie minuty.
      Jeźdźcy z napięciem obserwowali, jak w zardzewiałym zamku powoli obraca się klucz, a następnie drzwi uchylają się z głośnym skrzypnięciem. Stanął w nich jeden z barczystych Łowców w śmiesznym, skórzanym hełmie na głowie, wpuszczając do pomieszczenia jeszcze więcej zatęchłego powietrza.
      - Viggo chce z wami rozmawiać.

      Kilka chwil później, po tym, jak siódemka wikingów została brutalnie wyprowadzona z celi, całą grupą stali już na przeciw mężczyzny, który został im przedstawiony jako Viggo Czarciousty. Kiedy tylko wepchnięto ich do kajuty wodza Łowców, pierwsze, co rzuciło się w oczy był on sam. Siedział za swoim mahoniowym biurkiem, nawet nie spojrzawszy na nowo przybyłych, z ogromnym zainteresowaniem oglądał dziwny przedmiot, którego Iris nigdy wcześniej nie spotkała.
      Viggo był umięśnionym, niskim, choć za meblem nie było tego widać, oraz o mądrej twarzy człowiekiem. Ubrany był jak na prawdziwego Łowcę Smoków przystało - owinięty w smocze skóry, z naostrzonym mieczem uczepionym na plecach.
      Nie zwrócił na nich uwagi nawet wtedy, gdy za ostatnią osobą z głośnym trzaskiem zamknięto drzwi. Siedział tak jeszcze dobrych kilka sekund, po czym, wciąż nie odrywając wzroku od tajemniczego przedmiotu, odezwał się głębokim głosem:
      - Jakież to okropne uczucie mieć coś na wyciągnięcie ręki, a i tak nie móc tego dostać, nieprawdaż? - to wyglądało, jakby mówił do siebie, obracając w dłoniach dziwną własność.
      Iris odwróciła się w bok, w stronę Czkawki, chcąc dowiedzieć się, o co chodziło mężczyźnie, ale chłopak nawet na nią nie spojrzał. Morderczym wzrokiem mierzył kontrowersyjnego mężczyznę za biurkiem, chociaż ciemnowłosa dziewczyna nie była pewna, czy w rzeczywistości patrzy na niego, na ten nieszczęsny przedmiot, czy też na obu równocześnie.
      Viggo wreszcie oderwał się od swojej czynności, podnosząc obojętny wzrok na Jeźdźca Nocnej Furii i prostując się na krześle.
      - Ty dobrze o tym wiesz, prawda? - mężczyzna mówił dalej, w ogóle nie zwracając uwagi na resztę przyjaciół chłopaka.
      Czkawka spoglądał spode łba na swego rozmówcę, starając się przybrać jak najbardziej obojętny wyraz twarzy.
      - Czego chcesz? - warknął, mając nadzieję ukryć zdenerwowanie w swoim głosie.
      Zagorzały Łowca Smoków lekko wygiął swe wargi w nieszczerym uśmiechu i wydał z siebie niski, pozbawiony uczuć chichot.
      - Ja chcę tylko odzyskać moją własność i zemścić się za lata zepsutej krwi. - odrzekł, kiedy nikt nie roześmiał się razem z nim. - Ale co to za radość z wygranej, kiedy nie dajesz przeciwnikowi równych szans?
      Dwójka wrogów jeszcze przez chwilę mierzyła się wzrokiem, kompletnie nie zwracając uwagi na pozostałych wikingów. Nagle Viggo niespokojnie się poruszył, po czym energicznie wstał, odkładając swój obiekt zainteresowań na przednią krawędź biurka tak, aby się nie stoczył. Założył obie ręce za siebie i, z niezmienionym wyrazem twarzy, kontynuował.
      - Zaskoczyłeś mnie, Czkawko Haddocku. Zdobyłeś moją mapę, a na dodatek zdemaskowałeś szpiega. Cóż, jestem pod niemałym wrażeniem. - spacerował tam i z powrotem, co chwila rzucając obojętnym spojrzeniem na siódemkę Jeźdźców, kompletnie nie pasującym do jego słów. - Mógłbym was wykończyć tu i teraz i całą sprawę mieć z głowy, ale czułbym lekki niedosyt...
      Czkawka miał już chyba dość tej obłudnej tyrrady, bo przerwał Łowcy w pół zdania.
      - Do czego zmierzasz? - warknął nieprzyjaźnie.
      - Mam dla ciebie i twoich przyjaciół małą propozycję. - ciągnął dalej, jakby zupełnie nie zwracając uwagi na słowa chłopaka. - Będzie ona musiała jednak ponieść swoje konsekwencje po obu stronach. Zróbmy tak... Ja dzisiaj oddam wam Smocze Oko i puszczę was wolno, lecz nasz plan ataków zostanie niezmieniony.
      Tym razem nie wytrzymał Sączysmark, robiąc pół kroku w przód.
      - A może jakieś szczegóły? - zapytał z nieukrywanym wyrzutem.
      Viggo zmarszczył brwi, zdziwiony, tym razem autentycznie.
      - Szczegóły? A co tu wyjaśniać? Postępujmy tak, jakby ta rozmowa nigdy nie miała miejsca. Johann będzie wam dostarczał wiadomości na temat miejsca i czasu naszego ataku, wy będziecie się tam zjawiać i za każdym razem coś zyskacie lub stracicie. Oczywiście dobrze wiecie do czego to prowadzi.
      - Do Berk... - wyszeptał z goryczą Czkawka, uważnie lustrując wzrokiem tajemniczy przedmiot nazwany Smoczym Okiem.
      Mężczyzna stanął wyprostowany naprzeciw Jeźdźca Nocnej Furii, uważnie przyglądając się jego twarzy. Nikt z pozostałych wikingów w pomieszczeniu nie odezwał się, choć w powietrzu wisiały niewypowiedziane słowa: "zgódź się".
      Młody chłopak jeszcze przez chwilę gorączkowo analizował w głowie podaną ofertę, po czym, ciągle nie spuszczając wzroku ze swojego wroga, energicznym ruchem zgarnął z biurka przedmiot, na którym mu zależało, jednocześnie zgadzając się na zaproponowane warunki.
      - A teraz nas wypuść. - rozkazał, kurczowo ściskając w dłoni Smocze Oko.
      Viggo beznamiętnie wskazał ręką na drzwi, zapraszając swych gości do opuszczenia pomieszczenia.
      - Wasze smoki czekają na górnym pokładzie. - rzekł, nie odrywając wzroku od Czkawki - Do zobaczenia, Czkawko Haddocku. Ale pamiętaj. Nasze następne spotkanie nie odbędzie się w tak pokojowych warunkach.
      Już kilka minut później grupa siedmiu Jeźdźców razem ze swoimi rumakami bezpiecznie opuszczali statek wroga.

~ GuineaPigi



Komentarze

Popularne posty