Smocze Marzenia - Część 14.
Iris energicznie maszerowała przez drewniane kładki Końca Świata, lekko poddenerwowana, ale jednocześnie szeroko uśmiechnięta. Natychmiast potrzebowała smoka. Z racji tego, że Burza była, cóż... nieco zajęta, a większość Jeźdźców wyruszyła na patrol, potrzebowała innego środka transportu.
Czkawka postanowił odpocząć od niedawnych wydarzeń wraz ze Szczerbatkiem po drugiej stronie wyspy, i to właśnie tam chciała dostać się dziewczyna.
Na prędce wpadła na dość ryzykowny pomysł, ale niestety nie miała zbyt wielu możliwości. Teraz, dzierżąc w dłoni dwa kawałki mocnego sznura poszukiwała kilku chętnych do eksperymentów Nocnych Koszmarów, które tutaj zawsze były pod ręką. I rzeczywiście. Już po chwili, na dachu jednej z chat dostrzegła dwa ciemne kształty, leniwie grzejące się w blasku porannego słońca.
Szczerbatek delikatnie wylądował przed smoczą stajnią, a jego łapy cicho zadudniły na drewnianym podeście. Jego Jeźdźcy powoli zsunęli się z siodła, podchodząc do rozsuwanych wrót, a on zaczął niespokojnie wąchać powietrze wokół siebie. Kiedy tylko Iris uchyliła metalowe odrzwia, by wpuścić do środka Czkawkę, Nocna Furia pierwsza wśliznęła się przez otwór, natychmiast znikając we wnętrzu.
Dwójka przyjaciół weszła do słabo oświetlonego i ciepłego pomieszczenia, a ciemnowłosa wskazała dłonią dalszą jego część, gdzie wzrok Czkawki dostrzegł Burzę, spoczywającą na stercie miękkiego siana oraz Szczerbatka, niecierpliwie kręcącego się wokół niej. Gdy Jeźdźcy zbliżyli się na tyle, by w półmroku dostrzec więcej szczegółów, Smoczyca uniosła skrzydło, ukazując do tej pory skrywane czarne jaja, gdzie-niegdzie skropione fioletowymi plamami.
Szoku Czkawki Iris później nie była w stanie opisać słowami. Usta lekko się rozchyliły, a oczy powiększyły do rozmiarów dorodnych śliwek. Dłuższą chwilę z niedowierzaniem przypatrywał się szczęśliwej smoczej parze, po czym przeniósł ten sam wzrok na dziewczynę. Jeszcze kilka sekund trwał w tej pozycji, a w końcu jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech i bez ogródek rzucił się na Iris, z łatwością unosząc ją w górę i okręcając się wokół własnej osi. Oboje roześmiali się wesoło świętując ten, być może wiekopomny moment uratowania gatunku.
Czkawka odstawił ciemnowłosą z powrotem na ziemię i, ostrożnie podchodząc do Nocnych Furii, wyciągnął dłoń w niemej prośbie o pozwolenie, po czym zastygł w bezruchu.
Młodej Jeźdźczyni wydawało się, że smoczyca lekko pokiwała łbem na znak zgody, ale mogło to być jedynie przywidzenie spowodowane zbyt dużym natłokiem emocji.
Przyjaciel Nocnej Furii jeszcze bardziej zbliżył się do jaj, aż w końcu opuszki jego palców dotknęły idealnie gładkiej powierzchni skorupki. Wypuścił długo wstrzymywane powietrze i, powstrzymując się od kolejnego okrzyku szczęścia, spokojnie wycofał się w tył.
Jego twarz zdradzała, że nie posiadał się z radości.
Dwójka Jeźdźców otworzyła drzwi stajni z szerokimi uśmiechami na twarzach, pozostawiając przyszłych smoczych rodziców w środku. Ich serca przepełniała duma, szczęście i euforia, kumulując się powoli i zachęcając każdego z nich do wykrzyczenia tego całemu światu.
Głośne skrzypnięcie metalu spłoszyło młodego Nocnego Koszmara, spokojnie wygrzewającego się w pobliżu, który odleciał z głośnym skrzekiem wgłąb wyspy.
Iris, zaskoczona, uskoczyła w bok, prawie wpadając na stojącego tuż za nią Czkawkę. W swoim stanie nie potrafiła powstrzymać się od wybuchnięcia niekontrolowanym śmiechem.
- Przez najbliższy miesiąc żaden Koszmar chyba się do mnie nie zbliży... - rzuciła żartobliwie, kiedy chłopak posłał jej karcące, aczkolwiek ciągle rozbawione spojrzenie.
Czkawka postanowił odpocząć od niedawnych wydarzeń wraz ze Szczerbatkiem po drugiej stronie wyspy, i to właśnie tam chciała dostać się dziewczyna.
Na prędce wpadła na dość ryzykowny pomysł, ale niestety nie miała zbyt wielu możliwości. Teraz, dzierżąc w dłoni dwa kawałki mocnego sznura poszukiwała kilku chętnych do eksperymentów Nocnych Koszmarów, które tutaj zawsze były pod ręką. I rzeczywiście. Już po chwili, na dachu jednej z chat dostrzegła dwa ciemne kształty, leniwie grzejące się w blasku porannego słońca.
Szybko wyciągnęła w górę rękę ze smoczym przysmakiem - suszonymi plastrami jaczej skóry, po czym przeciągle zagwizdała, aby zwrócić na siebie ich uwagę, dokładnie tak, jak uczył ją Czkawka. Efekt był natychmiastowy. Dwa Nocne Koszmary poderwały się do lotu, a już po chwili ze smakiem pochłaniały brązowe paski.
Iris nie miała na co czekać, więc od razu zabrała się do roboty. Chwyciła jeden ze sznurków, które ze sobą przyniosła i - choć może zabrzmieć to barbarzyńsko - przywiązała swoją stopę do grzbietu jednego z nich. Dziewczyna nie obawiała się jednak o ich zdrowie. Wiele razy widziała, jak Mieczyk i Szpadka urządzali sobie wyścigi na grzbietach właśnie tych smoków. Może jeden nie byłby w stanie unieść człowieka, ale dwa spokojnie powinny poradzić sobie z tym zadaniem.
Niedługo później Iris stała, bezpiecznie przywiązana do dwóch zdezorientowanych smoków. Pamiętając, że Koszmary są wyczulone na wszelkie odgłosy, obiema dłońmi sięgnęła za siebie i klasnęła, podrywając stworzenia do lotu ostrym dźwiękiem.
Kierowanie gadzimi przyjaciółmi z tej pozycji okazało się nadzwyczaj proste, gdyż niewiele różniło się od powożenia Burzą: przechylenie w prawo równał się skrętowi w prawo, i na odwrót. Ale dziewczyna musiała przyznać, że uczucie towarzyszące tej podróży było zupełnie inne. Pomijając prawie zupełny brak stabilności, teraz, kiedy leciała ponad wyspą, miała pod sobą jakieś pięćdziesiąt metrów przepaści, i nawet pomimo tego, że nigdy nie miała lęku wysokości, teraz wolała raczej nie spoglądać w dół.
Kilka chwil później jej oczom ukazał się nieduży kawałek piasku, na którym odpoczywały dwa kształty, z tej odległości zlewające się w jedność. Iris czym prędzej skierowała tam swoje, już lekko zniechęcone rumaki, a obraz Czkawki i Szczerbatka wylegujących się beztrosko pośród upału zaczął się wyostrzać.
Niestety lądowanie nie było już tak spektakularne, jak sam lot. Kiedy tylko smoki spostrzegły, że zbliżają się do ziemi, przestały być posłuszne. Niewiele od miękkiego piasku, kiedy przyjaciel Nocnej Furii oraz jego kompan zorientowali się, że mają towarzystwo, Iris straciła równowagę, niebezpiecznie przechylając się w przód.
Całe szczęście, że nie znajdowała się już tak wysoko, bo w następnej sekundzie leżała z twarzą wbitą w piasek.
Na tym jednak niepowodzenia tego dnia się nie skończyły. Ledwie mózg dziewczyny zdążył zarejestrować jej położenie, ta poczuła szarpnięcie w górę za kostki. To dwa zniewolone Nocne Koszmary postanowiły w dość brutalny sposób odzyskać wolność, ponownie unosząc ciemnowłosą w powietrze, tym razem do góry nogami.
Iris sprawnie uniosła górną, aczkolwiek teraz dolną część swojego ciała sięgając stóp, chwytając i pociągając za wiązania sznurów, w efekcie czego wylądowała z głuchym plaśnięciem na piasku, na plecach, pozbawiona oddechu.
Czkawka, do tej pory przyglądający się temu zajściu z mieszaniną rozbawienia i niepokoju na twarzy, podszedł do dziewczyny, podając jej rękę, aby mogła swobodnie wstać.
- C-co to było? - zająknął się, kiedy jego przyjaciółka otrzepywała się z piasku - I gdzie jest Burza?
Iris wyprostowała się, z pełną powagą odpowiadając:
- Właśnie z jej powodu tutaj przyleciałam. - widząc zmartwioną i przestraszoną minę Jeźdźca parsknęła śmiechem, co jeszcze bardziej wybiło go z równowagi.
- Coś się stało? - dopytywał ciągle.
Dziewczyna starała się pohamować swój napad rozbawienia.
- Nie... To znaczy tak. Och... I, w sumie... To też po części jego wina. - od niechcenia machnęła ręką w stronę równie zdezorientowanego Szczerbatka.
Czkawka odwrócił się do swojego wierzchowca, ale jedynie na sekundę, bo prawie natychmiast powrócił do poprzedniej pozycji, z komicznym wyrazem niezrozumienia na twarzy.
- Co? - chłopak już ewidentnie tracił cierpliwość.
- Och, lećmy do stajni, to się dowiesz. - po czym pociągnęła go w stronę Nocnej Furii.
Lecąc, zdążyli wymienić ze sobą jedynie kilka słów, bo szybkość z jaką poruszał się Szczerbatek znacznie przekraczała szybkość Nocnych Koszmarów, jak zauważyła Iris.
- Skąd przyszło ci tak męczyć te dwa smoki?
- No co? Musiałam się do ciebie jakoś dostać.
Iris nie miała na co czekać, więc od razu zabrała się do roboty. Chwyciła jeden ze sznurków, które ze sobą przyniosła i - choć może zabrzmieć to barbarzyńsko - przywiązała swoją stopę do grzbietu jednego z nich. Dziewczyna nie obawiała się jednak o ich zdrowie. Wiele razy widziała, jak Mieczyk i Szpadka urządzali sobie wyścigi na grzbietach właśnie tych smoków. Może jeden nie byłby w stanie unieść człowieka, ale dwa spokojnie powinny poradzić sobie z tym zadaniem.
Niedługo później Iris stała, bezpiecznie przywiązana do dwóch zdezorientowanych smoków. Pamiętając, że Koszmary są wyczulone na wszelkie odgłosy, obiema dłońmi sięgnęła za siebie i klasnęła, podrywając stworzenia do lotu ostrym dźwiękiem.
Kierowanie gadzimi przyjaciółmi z tej pozycji okazało się nadzwyczaj proste, gdyż niewiele różniło się od powożenia Burzą: przechylenie w prawo równał się skrętowi w prawo, i na odwrót. Ale dziewczyna musiała przyznać, że uczucie towarzyszące tej podróży było zupełnie inne. Pomijając prawie zupełny brak stabilności, teraz, kiedy leciała ponad wyspą, miała pod sobą jakieś pięćdziesiąt metrów przepaści, i nawet pomimo tego, że nigdy nie miała lęku wysokości, teraz wolała raczej nie spoglądać w dół.
Kilka chwil później jej oczom ukazał się nieduży kawałek piasku, na którym odpoczywały dwa kształty, z tej odległości zlewające się w jedność. Iris czym prędzej skierowała tam swoje, już lekko zniechęcone rumaki, a obraz Czkawki i Szczerbatka wylegujących się beztrosko pośród upału zaczął się wyostrzać.
Niestety lądowanie nie było już tak spektakularne, jak sam lot. Kiedy tylko smoki spostrzegły, że zbliżają się do ziemi, przestały być posłuszne. Niewiele od miękkiego piasku, kiedy przyjaciel Nocnej Furii oraz jego kompan zorientowali się, że mają towarzystwo, Iris straciła równowagę, niebezpiecznie przechylając się w przód.
Całe szczęście, że nie znajdowała się już tak wysoko, bo w następnej sekundzie leżała z twarzą wbitą w piasek.
Na tym jednak niepowodzenia tego dnia się nie skończyły. Ledwie mózg dziewczyny zdążył zarejestrować jej położenie, ta poczuła szarpnięcie w górę za kostki. To dwa zniewolone Nocne Koszmary postanowiły w dość brutalny sposób odzyskać wolność, ponownie unosząc ciemnowłosą w powietrze, tym razem do góry nogami.
Iris sprawnie uniosła górną, aczkolwiek teraz dolną część swojego ciała sięgając stóp, chwytając i pociągając za wiązania sznurów, w efekcie czego wylądowała z głuchym plaśnięciem na piasku, na plecach, pozbawiona oddechu.
Czkawka, do tej pory przyglądający się temu zajściu z mieszaniną rozbawienia i niepokoju na twarzy, podszedł do dziewczyny, podając jej rękę, aby mogła swobodnie wstać.
- C-co to było? - zająknął się, kiedy jego przyjaciółka otrzepywała się z piasku - I gdzie jest Burza?
Iris wyprostowała się, z pełną powagą odpowiadając:
- Właśnie z jej powodu tutaj przyleciałam. - widząc zmartwioną i przestraszoną minę Jeźdźca parsknęła śmiechem, co jeszcze bardziej wybiło go z równowagi.
- Coś się stało? - dopytywał ciągle.
Dziewczyna starała się pohamować swój napad rozbawienia.
- Nie... To znaczy tak. Och... I, w sumie... To też po części jego wina. - od niechcenia machnęła ręką w stronę równie zdezorientowanego Szczerbatka.
Czkawka odwrócił się do swojego wierzchowca, ale jedynie na sekundę, bo prawie natychmiast powrócił do poprzedniej pozycji, z komicznym wyrazem niezrozumienia na twarzy.
- Co? - chłopak już ewidentnie tracił cierpliwość.
- Och, lećmy do stajni, to się dowiesz. - po czym pociągnęła go w stronę Nocnej Furii.
Lecąc, zdążyli wymienić ze sobą jedynie kilka słów, bo szybkość z jaką poruszał się Szczerbatek znacznie przekraczała szybkość Nocnych Koszmarów, jak zauważyła Iris.
- Skąd przyszło ci tak męczyć te dwa smoki?
- No co? Musiałam się do ciebie jakoś dostać.
Szczerbatek delikatnie wylądował przed smoczą stajnią, a jego łapy cicho zadudniły na drewnianym podeście. Jego Jeźdźcy powoli zsunęli się z siodła, podchodząc do rozsuwanych wrót, a on zaczął niespokojnie wąchać powietrze wokół siebie. Kiedy tylko Iris uchyliła metalowe odrzwia, by wpuścić do środka Czkawkę, Nocna Furia pierwsza wśliznęła się przez otwór, natychmiast znikając we wnętrzu.
Dwójka przyjaciół weszła do słabo oświetlonego i ciepłego pomieszczenia, a ciemnowłosa wskazała dłonią dalszą jego część, gdzie wzrok Czkawki dostrzegł Burzę, spoczywającą na stercie miękkiego siana oraz Szczerbatka, niecierpliwie kręcącego się wokół niej. Gdy Jeźdźcy zbliżyli się na tyle, by w półmroku dostrzec więcej szczegółów, Smoczyca uniosła skrzydło, ukazując do tej pory skrywane czarne jaja, gdzie-niegdzie skropione fioletowymi plamami.
Szoku Czkawki Iris później nie była w stanie opisać słowami. Usta lekko się rozchyliły, a oczy powiększyły do rozmiarów dorodnych śliwek. Dłuższą chwilę z niedowierzaniem przypatrywał się szczęśliwej smoczej parze, po czym przeniósł ten sam wzrok na dziewczynę. Jeszcze kilka sekund trwał w tej pozycji, a w końcu jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech i bez ogródek rzucił się na Iris, z łatwością unosząc ją w górę i okręcając się wokół własnej osi. Oboje roześmiali się wesoło świętując ten, być może wiekopomny moment uratowania gatunku.
Czkawka odstawił ciemnowłosą z powrotem na ziemię i, ostrożnie podchodząc do Nocnych Furii, wyciągnął dłoń w niemej prośbie o pozwolenie, po czym zastygł w bezruchu.
Młodej Jeźdźczyni wydawało się, że smoczyca lekko pokiwała łbem na znak zgody, ale mogło to być jedynie przywidzenie spowodowane zbyt dużym natłokiem emocji.
Przyjaciel Nocnej Furii jeszcze bardziej zbliżył się do jaj, aż w końcu opuszki jego palców dotknęły idealnie gładkiej powierzchni skorupki. Wypuścił długo wstrzymywane powietrze i, powstrzymując się od kolejnego okrzyku szczęścia, spokojnie wycofał się w tył.
Jego twarz zdradzała, że nie posiadał się z radości.
Dwójka Jeźdźców otworzyła drzwi stajni z szerokimi uśmiechami na twarzach, pozostawiając przyszłych smoczych rodziców w środku. Ich serca przepełniała duma, szczęście i euforia, kumulując się powoli i zachęcając każdego z nich do wykrzyczenia tego całemu światu.
Głośne skrzypnięcie metalu spłoszyło młodego Nocnego Koszmara, spokojnie wygrzewającego się w pobliżu, który odleciał z głośnym skrzekiem wgłąb wyspy.
Iris, zaskoczona, uskoczyła w bok, prawie wpadając na stojącego tuż za nią Czkawkę. W swoim stanie nie potrafiła powstrzymać się od wybuchnięcia niekontrolowanym śmiechem.
- Przez najbliższy miesiąc żaden Koszmar chyba się do mnie nie zbliży... - rzuciła żartobliwie, kiedy chłopak posłał jej karcące, aczkolwiek ciągle rozbawione spojrzenie.
~ GuineaPigi
Komentarze
Prześlij komentarz