Smocze Marzenia - Część 11.

      Już kilka godzin później Czkawka, Astrid, bliźniaki, Śledzik, Sączysmark i oczywiście Iris opuszczali Berk, wracając na swoją odległą wyspę. Słońce już pewien czas temu zaszło całkowicie, więc drogę ponad wzburzonymi wodami rozświetlał im jedynie księżyc i latarnie, które Jeźdźcy zdecydowali się zabrać. Nie wszyscy jednak byli entuzjastycznie nastawieni do tak szybkiego powrotu, nie rozumiejąc obaw Czkawki przed atakiem Łowców.
      Astrid raz po raz obrzucała wszystkich zabójczym spojrzeniem za przerwanie jej treningu, a Sączysmark użalał się nad swoim losem tylko dlatego, że nie zdążył spróbować wszystkich dań na uczcie w Twierdzy. Mieczyk i Szpadka zdawali się nawet nie dostrzegać, że znajdują się na smoku, niezmordowanie okładając się pięściami. Jedynym, kto traktował całą sytuację dość poważnie, poza jeźdźcami Nocnych Furii, był Śledzik.
      - Przestańcie marudzić! - nie wytrzymał w końcu i odwracając się energicznie posłał przyjaciołom lecącym za nim serię karcących zdań - Zachowujecie się jak dzieci, które nie rozumieją, co się wokół nich dzieje! Więc jeśli chcecie jeszcze mieć do czego wracać, to, z łaski swojej, przestańcie narzekać!
      Natychmiast zapadła cisza, przerywana jedynie świstem wiatru w ich uszach. Lecz największe wrażenie zrobił nie wybuch Śledzika, ale prawdziwość słów, jakie wypowiedział. Dopiero teraz do wszystkich dotarło, że walka toczy się o najwyższą cenę.
      Do końca podróży krótkie uwagi na temat położenia wymieniali już tylko Czkawka i Iris, bo nikt nie miał ochoty narażać się na kolejną falę krytyki ze strony otyłego jeźdźca. Godzinę drogi przed Końcem Świata niespodziewanie odezwała się Astrid, podrzucając liderowi pomysł, który już niedługo miał dramatycznie zaważyć na ich losie.
      - Może sprawdzimy, czy kolejne miejsce na tej mapie w jakiś sposób się zmieniło? - zapytała, zwracając na siebie zdziwione spojrzenia wszystkich towarzyszy. - No co? Warto wiedzieć co knują Łowcy, prawda?
      Czkawka na moment zamyślił się, po czym, chyba nie do końca przekonany, odparł:
      - Dobrze, niech będzie. Za kilka minut odbijemy na zachód! - zarządził i odrobinę przyspieszył Szczerbatka, aby utrzymać dobre tempo.

      Słońce powoli wyłaniało się z oceanu, kiedy na horyzoncie ukazały się zarysy Mrocznej Głębi. Aby tutaj dolecieć Jeźdźcy musieli nadrobić spory kawałek drogi, gdyż kolebka Gronkli znajdowała się znacznie dalej niż Koniec Świata. Smoki były wykończone po tak długiej trasie, a ich Jeźdźcy powoli przestawali czuć plecy. Oczy kleiły im się z braku snu, a pod powiekami czuli nieprzyjemne pieczenie.
      Wyspa szybko się zbliżała, a Dwudzielny Szczyt górujący nad taflą wody nabierał ostrości. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało zwyczajnie.
      - Przecież nic tutaj... - zaczął Sączysmak z rozczarowaniem, ale zanim dokończył zdanie, głos uwiązł mu w gardle.
      Z jednej z kamiennych zatoczek wychynął najpierw żagiel ze znajomym symbolem, a następnie kadłub statku Łowców.
      - Oni tutaj?! - Mieczyk chyba dopiero teraz zrozumiał co się dzieje.
      Śledzik był tak poddenerwowany i rozkojarzony z powodu braku snu, że przestawał panować nad swoim głosem.
      - A czego się spodziewałeś?! - pisnął, wciąż z przerażeniem spoglądając na szybko zbliżającego się wroga.
      - Odwrót. Wracamy! - krzyknął Czkawka, ale było już za późno.
      Seria pocisków zatrutych smoczym korzeniem pomknęła w stronę grupy Jeźdźców, a zmęczenie przyjaciół i smoków dało o sobie znać. Pomimo wielu lat ćwiczeń i niebezpiecznych wypraw Mieczykowi i Szpadce nie udało się uniknąć wszystkich strzał. Otumaniony Zębiróg z potężnym pluskiem wpadł do oceanu.
      - Jednego stracili! - z pokładu statku dało się słyszeć głęboki i donośny głos nieznajomego mężczyzny - Zdjąć resztę!
      Kolejna salwa pocisków pofrunęła w stronę grupy przyjaciół. Tym razem ponad takielunkiem przeleciały ogromnej wielkości głazy, a podczas gdy Jeźdźcy niemrawo próbowali je ominąć, na pokład łodzi już został wciągnięty nieszczęsny zielony smok. 
      Niestety i tym razem wikingowie nie dali rady obronić się przed atakiem. Śledzik, mając nadzieję pozbyć się jednego z nadlatujących głazów, z powodu zmęczenia źle ocenił odległość. Jego decyzja szybko poniosła swoje konsekwencje i po chwili Sztukamięs i jej przyjaciel spadali w dół z krzykiem, ugodzeni sporych rozmiarów piaskowcem.
      Czkawka, pomimo głośnych sprzeciwów Iris, ruszył do ataku, ale i on wkrótce poniósł klęskę. Szczerbatek był tak wycieńczony ciągłym lotem, że nie był w stanie wystrzelić kuli plazmy, przez co pikujący smok stał się łatwym łupem do schwytania, a Łowcy nie zamierzali zwlekać.
      Na nieszczęście Astrid i Sączysmark nie zauważyli porażki swojego lidera, w zgranym szyku zniżając lot. Oboje byli tak zamroczeni zmęczeniem, że ani Jeźdźcy, ani ich smoki nie zauważyli wystrzelonej w ich stronę mocnej sieci, która skutecznie omotała całą czwórkę.
      Tak, głównie dzięki szczęściu, w powietrzu została jedynie Iris. Starała się zachować resztki świadomości, co nie było łatwe, zważywszy na kilkugodzinny, męczący lot w nocy, bez krzty snu, nie wspominając już o Burzy, która ledwo co machała skrzydłami, próbując utrzymać się w powietrzu. Nagle Jeźdźczyni dostrzegła szybko zbliżające się w ich stronę zatrute strzały, które, ku swojemu zdziwieniu, zwinnie zdołała ominąć. Niestety dobra passa nie trwała długo, gdyż tuż za pociskami w stronę smoczycy szybował już kamień piaskowca, którego Łowcy używali jako amunicji do katapult.
Dziewczyna była tak zaabsorbowana zwycięstwem nad strzałami, że niebezpieczeństwo dostrzegła, kiedy było już zbyt późno.
      Zimny kamień ugodził smoczycę w odsłonięty brzuch, a ta natychmiast zaczęła tracić wysokość. Zanim Iris uderzyła w taflę oceanu kurczowo przywiązana do siodła, do uszu ciemnowłosej dotarł rozpaczliwy krzyk jej smoczej przyjaciółki i rozweselone głosy, dochodzące ze statku Łowców.
      Straciła przytomność...

~ GuineaPigi



Komentarze

Popularne posty