Smocze Marzenia - Część 10.

      Iris wraz z Pyskaczem szybko przemierzyli wioskę i dotarli do Smoczej Akademii.
      Była to obszerna, murowana arena, osłonięta metalowymi łańcuchami niczym dachem, z bardzo krwawą historią. Z opowiadań blondwłosego wikinga wynikało, że to właśnie w tym miejscu, przez wieki, plemię Wandali zabijało smoki. Kiedy weszli przez solidną bramę, tuż za nimi z szaleńczą prędkością wpadł Szczerbatek ze swoim Jeźdźcem na grzbiecie.
      Dziewczyna nie do końca wiedziała w jaki sposób smokowi zawsze udaje się ciągle dotrzymywać towarzystwa swemu przyjacielowi, ale powoli zaczęła się do tego przyzwyczajać. Tej pary nie można było nazwać zwykłym mianem "Jeźdźca i smoka".
      Chłopak zsunął się z siodła i delikatnie wylądował obok swego wierzchowca, od razu wyjmując z torby przy swoim boku plik kilku starych kartek.
      - Drużyna A będzie tu za kilka minut. - rzekł, rozglądając się po zebranych Jeźdźcach. - Ojciec w twierdzy zbierze armię, która będzie bronić Berk, jeśli zostanie do tego zmuszona.
      - A co z Johannem? - zapytał Sączysmark władczym tonem - Chyba go nie zostawimy?
      Czkawka ruszył w stronę drewnianych skrzynek stojący niedaleko, pod murem i chwycił jedną z samej góry.
      - Musimy zostawić. - rzekł z goryczą, niosąc pojemnik w stronę zebranych. - Jeśli dalibyśmy mu znak, że coś wiemy, on natychmiast doniósłby o tym Łowcom. Stracilibyśmy twardy grunt, bo zapewne od razu zmieniliby plany. - Jeździec Nocnej Furii postawił skrzynkę na ziemi, odwracając ją do góry dnem, po czym rozłożył na niej przyniesione przez siebie papiery. - A jak na razie... To są projekty maszyn obronnych, które stworzyłem, kiedy... No wiecie...
      Przyjaciel czarnego smoka rzucił swojemu wierzchowcowi przepraszające spojrzenie, z którego Iris wywnioskowała, że chodziło o czasy, kiedy jeszcze zabijali smoki. Szczerbatek nie zwracał jednak na niego większej uwagi, gdyż właśnie powoli wymykał się z Akademii, zapewne aby dokończyć posiłek ze swoimi towarzyszami.
      Zebrani Jeźdźcy w tym czasie zabrali się za oglądanie planów przyniesionych przez Czkawkę. Było wśród nich kilka bardzo ciekawych projektów, takich jak katapulta wyrzucająca płonące pociski, niezwykle przydatna podczas bitew. Śledzik musiał bardzo lubić nowatorskie metody i wynalazki, bo jako pierwszy zabrał głos:
      - Hej, to jest świetne! - wykrzyknął z entuzjazmem - Pyskacz, byłbyś w stanie to wykonać? Pyskacz...?
      Mężczyzna stał nieco oddalony od młodych wikingów i z zamyśloną miną mruczał cicho, wpatrując się w jakąś szczelinę u swoich stóp.
      - Wiedziałem, dzieciaki, że ta zabawa z Łowcami nie skończy się wesoło. Albo dla nich, albo dla nas...
      - Pyskacz!
      Jasnowłosy otrząsnął się z zamyślenia, z dezorientacją powiódł wzrokiem po Jeźdźcach, po czym tylko machnął lekceważąco drewnianą protezą ręki.
      - Przynieście mi później projekty do kuźni. - odwrócił się i ociężale opuścił arenę.
      Nie minęło kilka minut, kiedy pod łańcuchowe sklepienie wleciało niemałe stado smoków ze swymi Jeźdźcami na grzbietach. Iris domyśliła się, że musi to być wcześniej zapowiadana Drużyna A.
      - No nareszcie! - zakrzyknął zniecierpliwiony Czkawka, kiedy ziejące ogniem bestie wylądowały w równej linii na zakurzonym gruncie.
      Jeszcze chwila i drobne formalności dobiegły końca. Szatyn przedstawił dziewczynie przybyłych wikingów.
      Do Drużyny należeli między innymi: dwójka przyjaciół o imionach Gruby i Wiadro dosiadających Zębiroga Zamkogłowego, Sączyślin Jorgenson - o zgrozo, ojciec Sączysmarka mający za przyjaciela Śmiertnika, Niemy Sven na Koszmarze Ponocniku, piętnastoletni Gustaw, ujeżdżający ognistą bestię jakże oryginalnym imieniem Kiełohak oraz sędziwa staruszka Gothi, znana na Berk jako wybitna znachorka, przyjaźniąca się z Gronklem. Wyglądali razem dość cudacznie, ale Czkawka zaręczał, że w walce są niepokonani.
      Jeździec Nocnej Furii spokojnie stanął obok Iris, robiąc miejsce Astrid, która z surową miną wyszła przed szereg Zapasowych Jeźdźców.
      - Postawa! Broń krzywo wisi na ramieniu! - na "dzień dobry" zaczęła pouczać wikingów krzykiem - Dlaczego wasze smoki są takie brudne?!
      - Dlaczego Drużyna A? - szepnęła dziewczyna, przybliżając się do chłopaka tak, aby tyraniczna trenerka jej nie dosłyszała.
      - "A" jak Astrid. - odpowiedział równie cicho - To ona stworzyła tę grupę, aby ochraniała Berk podczas naszej nieobecności.
      Iris jeszcze chwilę przyglądała się poczynaniom blondwłosej, po czym ze sceptycyzmem znów zwróciła się do swego rozmówcy:
      - Wyglądają na trochę zestresowanych. Na pewno poradzą sobie podczas bitwy, kiedy ona będzie tak wrzeszczeć?
      Na te słowa Czkawka musiał zgiąć się wpół, aby powstrzymać wybuch śmiechu.
      - Zaręczam. - wydusił z siebie po chwili walki ze swoim organizmem.
      Wkrótce Drużyna A rozpoczęła swój trening pod czujnym okiem Astrid, która była gotowa wypomnieć ich najmniejsze błędy. Nie dane im było jednak wykonać pięćdziesięciu pompek na knykciach, gdyż, ku jeszcze większej złości trenerki, na arenę wleciało kolejne stadko smoków.
Tym razem byli to smoczy przyjaciele głównej grupy Jeźdźców, najedzeni i szczęśliwi.
      Jakże duże było zdziwienie Wandali, gdy tuż za Szczerbatkiem pojawiła się druga Nocna Furia i natychmiast podbiegła do Iris.
      - Gruby, czy ja widzę podwójne? - zapytał zdezorientowany Wiadro, wodząc wzrokiem od jednego czarnego smoka do drugiego
      - Nie, przyjacielu... - odparł półgłosem jego towarzysz, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
      Czkawka, jako lider grupy, natychmiast został zasypany tysiącem pytań dotyczących zdobycia smoczycy, na które, wbrew swojej woli, musiał odpowiedzieć. Członkowie Drużyny A byli niezwykle zachwyceni widokiem samicy Nocnej Furii oraz łatwością, z jaką Iris udało się złapać z nią kontakt.
      Astrid była jednak nieugięta. Nie pozwoliła swoim podopiecznym rozleniwić się nawet na chwilę, szybko doprowadzają ich do porządku.
       - Trzydzieści okrążeń wokół areny dla tego, kto z ciągu dziesięciu sekund nie wróci na miejsce. Bez smoka!

      Iris wraz z Burzą leniwie unosiły się ponad zabudowaniami Berk. Smoczyca zrobiła ogromne postępy podczas tych kilku dni, z czego jej Jeźdźczyni była niezmiernie dumna. Lot odbywał się już bardzo spokojnie, a przy skręcaniu ciemnowłosa coraz rzadziej wisiała do góry nogami. Wolała jednak na razie nie pozbywać się linki asekuracyjnej podarowanej przez Czkawkę.
      Kiedy przelatywała nad twierdzą jej uwadze trudno było opuścić brzęk uderzanych o siebie mieczy, charakterystyczny stukot drewnianych tarcz oraz bitewne krzyki wikingów. Zapewne, według rozkazu Stoicka, rozpoczęli już trening walki wręcz.
      Jej rozmyślania nagle przerwał znajomy głos, na który dziewczyna nie była przygotowana i o mało nie spadłaby ze smoka.
      - Tutaj jesteś! - rzucił wesoło Czkawka.
Na nagły ruch swojej jeźdźczyni, smoczyca ostro zamachała potężnymi skrzydłami, prawie strącając ją ze swojego grzbietu.
      - Czkawka! Chcesz mnie zabić? - wypomniała chłopakowi ze śmiechem, gdy już udało jej się opanować wierzchowca.
      - W życiu... - odparł, wyrównując lot z dziewczyną.
      Lecieli chwilę w milczeniu, napawając się światłem powoli zachodzącego słońca. W dole mieszkańcy Berk z ciekawością przyglądali się dwóm smokom powoli unoszącym się nad ich głowami. Już nie byli zdziwieni widokiem dwóch Nocnych Furii, gdyż na tej wyspie plotki rozchodziły się z prędkością światła.
      Wreszcie przyjaciel szczerbatej Nocnej Furii odezwał się.
      - Wiesz, wcześniej nie było czasu na rozmowę, ale... Chciałbym cię przeprosić za Pyskacza. - rzekł z nutą zmieszania w głosie.
      Iris jednak szybko przerwała mu, nie pozwalając dokończyć.
      - Och, nie. To nic takiego. - powiedziała Jeźdźczyni kręcąc głową, a kiedy jej rozmówca nie wydawał się przekonany, wzruszywszy ramionami, kontynuowała - Na mojej wyspie, kiedy ktoś tak do mnie mówił, zazwyczaj miało to być obrazą. Pyskacz wyraźnie miał... Dobre intencje.
      Czkawka uniósł jedną brew, nadal podejrzliwie patrząc na dziewczynę, ale kiedy ta szeroko uśmiechnęła się w jego stronę, wpadł w jeszcze większą konsternację.
      - A tak na poważnie. - znów zaczął po chwili - Dlaczego uciekłaś z Fjern?
      Iris chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią, bo powodów było kilka, aby w końcu wybrać ten najważniejszy.
      - Powiedzmy, że nie akceptowali moich poglądów i sposobu bycia. - odrzekła wreszcie, wzruszając ramionami.
      Jeździec Nocnej Furii uważnie zmierzył ją wzrokiem, jakby nie potrafiąc zrozumieć jej słów.
      - Przecież to dobrze, że jesteś inna. - odparł z oburzeniem - Nie wyobrażam sobie, że mogłabyś być sobą bez tych wszystkich szalonych wyczynów i cudownych pomysłów!
      Iris z goryczą patrzyła gdzieś daleko przed siebie, delikatnie głaszcząc Burzę po karku.
      - Według ciebie. Na Fjern, jeśli wyróżniałeś się spośród innych wikingów, nigdy nie miałeś łatwego życia. A tak się złożyło - dodała jeszcze - że tylko ja myślałam inaczej...
      Czkawka wyglądał, jakby głęboko nad czymś się zastanawiał, a po dłuższej chwili  mruknął półgłosem tak, że Iris trudno było dosłyszeć co mówi:
      - Nie ty jedyna miałaś trudne dzieciństwo...
      Dziewczyna z zaciekawieniem spojrzała na swojego rozmówcę, lecz ten najwyraźniej nie miał zamiaru kontynuowania tematu. Patrzył tylko na horyzont zamglonym spojrzeniem, obserwując, jak czerwone słońce powoli chowa się za nim. Dopiero po kilku długich sekundach otrząsnął się z zamyślenia i ponownie skierował swój wzrok na młodą Jeźdźczynię.
      - Czas wracać. Musimy wyruszyć jeszcze dzisiaj, żeby nie narażać Końca Świata na większe niebezpieczeństwo.
      Przyjaciółka czarnej smoczycy energicznie pokiwała głową, w pełni zgadzając się z chłopakiem. Oboje, jak na komendę zawrócili swoje smoki, choć Iris miała z tym małe problemy, i poszybowali z powrotem do Smoczej Akademii, gdzie reszta Jeźdźców przyglądała się poczynaniom Drużyny A.

~ GuineaPigi



Komentarze

Popularne posty