Smocze Marzenia - Część 17.
Wrota do stajni otworzyły się z cichym skrzypnięciem, gdy do środka budynku wśliznął się Czkawka, chowając się przed oślepiającym znad wschodu słońcem. Z początku trudno mu było dostrzec choćby zarysy przedmiotów znajdujących się wewnątrz, ale po chwili jego wzrok przyzwyczaił się do półmroku, panującego tutaj zawsze o poranku. Na górnym piętrze, w jednym z boksów, wcześniej przeznaczonych dla smoków, krzątała się ciemnowłosa dziewczyna, z początku nie zauważając zbliżającego się Jeźdźca.
Zareagowała dopiero wtedy, gdy już wspiął się po drabince i zaczął zmierzać w jej stronę po stabilnym podeście, stukając przy każdym kroku metalową protezą. Uśmiechnęła się niemrawo na jego widok, złapała leżącą w pobliżu Księgę Smoków i ruszyła naprzeciw Czkawki.
- Cześć i... Oddaję to. - mruknęła słabym głosem, nawet nie siląc się na uprzejmość i choćby odrobinę entuzjazmu, po czym zwyczajnie odwróciła się, wracając do swojego poprzedniego zajęcia.
- A-ale dlaczego? Jeszcze jej nie przeczytałaś. A tak w ogóle, co ty właściwie robisz? - dociekał skonfundowany przyjaciel Nocnej Furii, nie mogąc rozszyfrować zachowania Iris.
Ta tylko zerknęła na niego, nie odrywając swoich rąk od przerzucania rzeczy, wcześniej nie lepiej poukładanych w kątach boksu.
- I już raczej nie przeczytam. A robię to, co miałam zrobić już kilka tygodni temu. Odpływam...
Pomiędzy przyjaciółmi zapanowało nieprzyjemne milczenie, w czasie którego mózg Czkawki przetwarzał to, co przed chwilą usłyszał, a Iris nadal uparcie poszukiwała czegoś w mieszaninie najróżniejszych przedmiotów.
- Czemu? - zapytał chłopak, gdy wreszcie dotarły do niego jej słowa, tak zaskakujące i bolesne jednocześnie. - Co się stało?
Ciemnowłosa Jeźdźczyni, nie mając dłużej siły udawać zainteresowania przekopywaniem sterty przedmiotów, uspokoiła dłonie i odwróciła się twarzą do towarzysza.
- Od samego początku mojego pobytu z wami - zaczęła dziewczyna, nawet nie siląc się na uprzejmość w swoim głosie i pozostawiając do życzenia delikatność - przytrafiają się same nieszczęścia. Najpierw pojmał nas Viggo, a teraz to... Gdybyś nie zatrzymywał mnie na samym początku, wszystko potoczyłoby się inaczej. Popełniłeś błąd...
Chciała jeszcze coś powiedzieć i wylać z siebie całe poczucie winy, które na sobie odczuwała, ale Czkawka delikatnie załapał ją za ramiona, natychmiast uciszając tym nagłym gestem.
- O czym ty w ogóle mówisz? - zapytał z wyrzutem, a kiedy Iris popatrzyła na niego najbardziej wymownym spojrzeniem, na jakie było ją stać, ten lekko popchnął ją w stronę otwartego boksu i usadowił na znajdującym się w nim kocu, a sam spoczął obok, tak, aby być odwróconym twarzą do ciemnowłosej Jeźdźczyni. - Gdyby nie ty, nie udałby się atak na statek Łowców, nie dowiedzielibyśmy się o istnieniu drugiej Furii i nie oswoilibyśmy jej. Dzięki tobie uratowaliśmy gatunek! Nie rozumiesz, jakie to ważne?
- Co nie zmienia faktu... - zaczęła dziewczyna, przybierając wymowny wyraz twarzy, ale jej rozmówca prawie natychmiast pokręcił głową, przerywając jej.
- Właśnie, że zmienia! - żachnął się - Nie zdajesz sobie sprawy, w jakim stopniu?
- Czkawka...
Zareagowała dopiero wtedy, gdy już wspiął się po drabince i zaczął zmierzać w jej stronę po stabilnym podeście, stukając przy każdym kroku metalową protezą. Uśmiechnęła się niemrawo na jego widok, złapała leżącą w pobliżu Księgę Smoków i ruszyła naprzeciw Czkawki.
- Cześć i... Oddaję to. - mruknęła słabym głosem, nawet nie siląc się na uprzejmość i choćby odrobinę entuzjazmu, po czym zwyczajnie odwróciła się, wracając do swojego poprzedniego zajęcia.
- A-ale dlaczego? Jeszcze jej nie przeczytałaś. A tak w ogóle, co ty właściwie robisz? - dociekał skonfundowany przyjaciel Nocnej Furii, nie mogąc rozszyfrować zachowania Iris.
Ta tylko zerknęła na niego, nie odrywając swoich rąk od przerzucania rzeczy, wcześniej nie lepiej poukładanych w kątach boksu.
- I już raczej nie przeczytam. A robię to, co miałam zrobić już kilka tygodni temu. Odpływam...
Pomiędzy przyjaciółmi zapanowało nieprzyjemne milczenie, w czasie którego mózg Czkawki przetwarzał to, co przed chwilą usłyszał, a Iris nadal uparcie poszukiwała czegoś w mieszaninie najróżniejszych przedmiotów.
- Czemu? - zapytał chłopak, gdy wreszcie dotarły do niego jej słowa, tak zaskakujące i bolesne jednocześnie. - Co się stało?
Ciemnowłosa Jeźdźczyni, nie mając dłużej siły udawać zainteresowania przekopywaniem sterty przedmiotów, uspokoiła dłonie i odwróciła się twarzą do towarzysza.
- Od samego początku mojego pobytu z wami - zaczęła dziewczyna, nawet nie siląc się na uprzejmość w swoim głosie i pozostawiając do życzenia delikatność - przytrafiają się same nieszczęścia. Najpierw pojmał nas Viggo, a teraz to... Gdybyś nie zatrzymywał mnie na samym początku, wszystko potoczyłoby się inaczej. Popełniłeś błąd...
Chciała jeszcze coś powiedzieć i wylać z siebie całe poczucie winy, które na sobie odczuwała, ale Czkawka delikatnie załapał ją za ramiona, natychmiast uciszając tym nagłym gestem.
- O czym ty w ogóle mówisz? - zapytał z wyrzutem, a kiedy Iris popatrzyła na niego najbardziej wymownym spojrzeniem, na jakie było ją stać, ten lekko popchnął ją w stronę otwartego boksu i usadowił na znajdującym się w nim kocu, a sam spoczął obok, tak, aby być odwróconym twarzą do ciemnowłosej Jeźdźczyni. - Gdyby nie ty, nie udałby się atak na statek Łowców, nie dowiedzielibyśmy się o istnieniu drugiej Furii i nie oswoilibyśmy jej. Dzięki tobie uratowaliśmy gatunek! Nie rozumiesz, jakie to ważne?
- Co nie zmienia faktu... - zaczęła dziewczyna, przybierając wymowny wyraz twarzy, ale jej rozmówca prawie natychmiast pokręcił głową, przerywając jej.
- Właśnie, że zmienia! - żachnął się - Nie zdajesz sobie sprawy, w jakim stopniu?
- Czkawka...
Przyjaciel Nocnej Furii niespodziewanie poderwał się z miejsca, stając naprzeciw ciemnowłosej i pochylając się na tyle, aby móc chwycić ją za ramiona i skierować jej wzrok na siebie.
- Wtedy powstrzymałem cię przed odpłynięciem, więc teraz tez zamierzam. I nie mam w planach odpuszczania ci. - a kiedy nawet to nie pomogło, bo Iris dalej przecząco kręciła głową, dodał, już bardziej spokojnym i delikatnym głosem - Potrzebujemy cię. Ja ciebie potrzebuję...
I chyba dopiero te słowa wywarły na dziewczynie pewne wrażenie, bo głęboko westchnęła i bezradnie ukryła twarz w dłoniach.
- Czkawka... - rzekła nieco przytłumionym głosem - Już tyle razy obiecywałam sobie, że wrócę, ale... No dobrze... Jeśli już prosisz do tego stopnia, dam sobie jeszcze jedną szansę. Ale Thor mi świadkiem, że jeśli jeszcze raz popełnię jakiś poważny w skutkach błąd, bez zbędnego gadania wracam.
Chłopak wyprostował się z niezwykle zadowoloną miną, a po jego twarzy widać było, że w głębi duszy świętuje swoje małe zwycięstwo.
- Wiedziałem, że się zgodzisz.
Iris spojrzała na niego znad koniuszków dłoni wzrokiem, który mówił sam za siebie.
- Jesteś okropny... - rzuciła z ironią, bo na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, zdradzający prawdziwe uczucia.
- Cóż, życie bywa okrutne. - dodał jeszcze ze śmiechem, zanim ciemnowłosa wstała i zadała mu delikatny cios jedną ze swoich wymiętych, lnianych koszul, za otwarcie okazywany brak wdzięczności. - Oj, dobra już, dobra! Może przed jutrzejszą misją zrobiłabyś tu względny porządek? - zagadnął jeszcze żartobliwie.
A, nie ukrywając, przez ostatnie kilka godzin, kiedy dziewczyna gorączkowo przegrzebywała swoje rzeczy, nie zważała zbytnio gdzie co ląduje. Teraz boks, w którym sypiała, nie wyglądał lepiej niż gniazdo Zaduśnych Zdechów.
Z rozbawieniem pokiwała głową, a kiedy Czkawka dostrzegł ten gest, dodał pośpiesznie, wręczając jej sfatygowaną księgę, ciągle trzymaną przez siebie w dłoni:
- A to masz przeczytać. - zaczął udawanym, rozkazującym tonem - Jutro lecimy na Wyspę Łupieżców, a tam nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.
Gdy jego rozmówczyni chwyciła Księgę Smoków, ten odwrócił się i ruszył w stronę drzwi.
Już miał je otworzyć, ale na moment powstrzymał się, ponownie zwrócił w stronę dziewczyny krzątającej się na górnym piętrze i zawołał:
- Iris, czy możesz coś dla mnie zrobić? - a kiedy ta popatrzyła na niego pytającym wzrokiem, kontynuował z uśmiechem - Obiecaj mi, że nie będziesz specjalnie popełniała tych, jak to ujęłaś, "poważnych w skutkach błędów".
- Wtedy powstrzymałem cię przed odpłynięciem, więc teraz tez zamierzam. I nie mam w planach odpuszczania ci. - a kiedy nawet to nie pomogło, bo Iris dalej przecząco kręciła głową, dodał, już bardziej spokojnym i delikatnym głosem - Potrzebujemy cię. Ja ciebie potrzebuję...
I chyba dopiero te słowa wywarły na dziewczynie pewne wrażenie, bo głęboko westchnęła i bezradnie ukryła twarz w dłoniach.
- Czkawka... - rzekła nieco przytłumionym głosem - Już tyle razy obiecywałam sobie, że wrócę, ale... No dobrze... Jeśli już prosisz do tego stopnia, dam sobie jeszcze jedną szansę. Ale Thor mi świadkiem, że jeśli jeszcze raz popełnię jakiś poważny w skutkach błąd, bez zbędnego gadania wracam.
Chłopak wyprostował się z niezwykle zadowoloną miną, a po jego twarzy widać było, że w głębi duszy świętuje swoje małe zwycięstwo.
- Wiedziałem, że się zgodzisz.
Iris spojrzała na niego znad koniuszków dłoni wzrokiem, który mówił sam za siebie.
- Jesteś okropny... - rzuciła z ironią, bo na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, zdradzający prawdziwe uczucia.
- Cóż, życie bywa okrutne. - dodał jeszcze ze śmiechem, zanim ciemnowłosa wstała i zadała mu delikatny cios jedną ze swoich wymiętych, lnianych koszul, za otwarcie okazywany brak wdzięczności. - Oj, dobra już, dobra! Może przed jutrzejszą misją zrobiłabyś tu względny porządek? - zagadnął jeszcze żartobliwie.
A, nie ukrywając, przez ostatnie kilka godzin, kiedy dziewczyna gorączkowo przegrzebywała swoje rzeczy, nie zważała zbytnio gdzie co ląduje. Teraz boks, w którym sypiała, nie wyglądał lepiej niż gniazdo Zaduśnych Zdechów.
Z rozbawieniem pokiwała głową, a kiedy Czkawka dostrzegł ten gest, dodał pośpiesznie, wręczając jej sfatygowaną księgę, ciągle trzymaną przez siebie w dłoni:
- A to masz przeczytać. - zaczął udawanym, rozkazującym tonem - Jutro lecimy na Wyspę Łupieżców, a tam nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.
Gdy jego rozmówczyni chwyciła Księgę Smoków, ten odwrócił się i ruszył w stronę drzwi.
Już miał je otworzyć, ale na moment powstrzymał się, ponownie zwrócił w stronę dziewczyny krzątającej się na górnym piętrze i zawołał:
- Iris, czy możesz coś dla mnie zrobić? - a kiedy ta popatrzyła na niego pytającym wzrokiem, kontynuował z uśmiechem - Obiecaj mi, że nie będziesz specjalnie popełniała tych, jak to ujęłaś, "poważnych w skutkach błędów".
~ GuineaPigi
Komentarze
Prześlij komentarz