Smocze Marzenia - Część 6.

      Cały tydzień był dla Jeźdźców bardzo pracowity. Wszyscy uwijali się jak tylko mogli, byle zdążyć z przygotowaniami, a we wszystkim pomagała Iris. Przez te kilka dni odkryła w sobie wiele talentów, o których do tej pory nie wiedziała.
      Przez cały czas otrzymywała lekcje walki wręcz od Czkawki i oczywiście przyswajała wiedzę o smokach u Śledzika. Szybko okazywało się jednak, że te lekcje są zupełnie niepotrzebne, bo mózg dziewczyny pracował na tyle jasno, by wychwycić najważniejsze informacje.
      Pewnego dnia, gdy otyły jeździec tłumaczył Iris budowę ciała Śmiertnika, ta od niechcenia rzuciła:
      - Czyli, że wystarczyłoby stanąć naprzeciw smoka, mniej więcej po środku jego nosa, a on by cię nie zauważył? - co oczywiście było prawdą i wielkim zaskoczeniem dla jej nauczyciela.
      Szybko również zapamiętała imiona jeźdźców i ich smoków, jak i większość gatunków występujących na wyspie.
      Innym razem, gdy Czkawka kilka dobrych godzin ślęczał nad planem nadchodzącej bitwy, Iris wystarczył przelotny rzut okiem na rysunki, by dostrzec wszystkie błędy, potencjalnie narażające Jeźdźców na uszczerbek.
      - Niech atakują pojedynczo. Większą grupę jest łatwiej trafić, niż jednego smoka.
      Astrid uważnie obserwowała wszystkie poczynania dziewczyny, próbując doszukać się kroku w stronę zdrady. Ciągle jej nie ufała...

      W końcu nadszedł ten, wyczekiwany w ogromnym napięciu, dzień.
      Jeźdźcy wyruszyli na zachód o świcie, by niedaleko wyspy Śmiercipieśnia znaleźć się jeszcze przed Łowcami.
      Wszystkimi smokami przewodził Szczerbatek z Czkawką i Iris na grzbiecie. Tuż za nimi lecieli Astrid na Wichurze oraz Śledzik na swojej Sztukamięs. Cały szyk zamykali bliźniaki na Wymie i Jocie oraz Sączysmark na Hakokle, obładowani pokaźnymi ilościami gluta Koszmara Ponocnika. Wszystkie bestie miały na sobie coś w rodzaju pancerza, który miał je chronić przed wrogimi strzałami.
      Byli już prawie na miejscu, gdy bystre oko ciemnowłosej dostrzegło odległy punkt daleko na widnokręgu - statek Łowców Smoków.
      - Są. - wyciągnęła palec przed siebie, by wskazać Czkawce skąd nadpływają.
      Ten westchnął ciężko, zrobił ostry zwrot, przez który Iris prawie wypadła z miejsca za chłopakiem, i zawołał do reszty przyjaciół:
      - Dobra, mili państwo! W chmury i niech nikt nie waży się nawet wychylić!
      Wszyscy zgodnie ruszyli za poleceniem Jeźdźca Nocnej Furii, by już chwilę później znaleźć się nad ścianą białej pary, oddzieleni od wroga.
      - Czy wszyscy wiedzą jaki jest plan? - Czkawka najwyraźniej bardzo się denerwował, bo nie potrafił spokojnie usiedzieć w swoim siodle. Jeźdźcy zgodnie pokiwali głowami.
      Nagle Śledzik, z przejęciem obserwujący łódź Łowców przez niewielki "otwór" w poszyciu chmur, pisnął z podekscytowania:
      - Płyną! Jeszcze chwila i znajdą się dokładnie pod nami!
      Czkawka spiął się lekko, rozejrzał po przyjaciołach, sprawdzając, czy są gotowi, po czym przekręcił głowę w stronę Iris, siedzącej tuż za nim.
      - Złap się mocno. Jeśli spadniesz z tej wysokości, niewiele będziemy mieli do wyławiania.
      Dziewczyna uśmiechnęła się na jego słowa i posłusznie mocniej objęła go w pasie.
      - Na pewno wszyscy zrozumieli co mają robić? - jeszcze raz upewnił się chłopak, a kiedy Jeźdźcy znowu przytaknęli, sam przygotował się, po czym skierował swojego smoka ostro w dół.
      Zanim Szczerbatek zanurkował, Iris złapała jeszcze pełne oburzenia spojrzenie Astrid. Ciągle była na nią zła, za to, że wyruszyła z nimi na wyprawę? A może chodziło o coś innego?
      Jednak nie dane było jej się długo nad tym zastanawiać, bo już po chwili na północ od ich położenia pokazał się statek Łowców.
      Płynął spokojnie i majestatycznie, jakby był królem mórz. Taran na dziobie zakrzywiał powierzchnię wody tworząc wir, a za stępką ciągnęła się biała piana kilwateru. Iris wiele razy widywała statki, można powiedzieć, że się na nich wychowała, bo jej wyspa słynęła z ich produkcji, ale ten widok robił wrażenie.
      Szczerbatek z tak ogromną prędkością podleciał od strony rufy, że Łowcy nawet go nie zauważyli. Zatrzymał się w powietrzu dopiero tuż przy bakburcie.
      Zgodnie z planem, Iris lekko zeskoczyła ze smoka i zwinnie chwyciła się klepek poszycia. W dłoni dzierżyła saksę, którą jako-tako nauczyła posługiwać się w ciągu ostatniego tygodnia, a do pasa przytroczony miałam krótki nóż.
      - Iris... - jeszcze zagadał Czkawka - Uważaj na siebie. Ten specjalny smok... To naprawdę może być wszystko.
      Dziewczyna uśmiechnęła się na widok zatroskanej miny jeźdźca.
      - Spokojnie. Dam radę. - i machnęła w jego stronę ręką na znak, że ma już lecieć.
      Szczerbatek okrążył łódź, aby po stronie drugiej burty wystrzelić kulę plazmy i w jednej chwili znowu zniknąć w chmurach.
      To był znak do rozpoczęcia ataku.
      Prawie w tym samym momencie, wysoko na niebie, pojawiła się zielona sylwetka Zębiroga. Łowcy natychmiast podjęli ofensywę, strzelając pociskami, jak wcześniej ją uprzedzono, zatrutymi smoczym korzeniem.
      Bliźniaki najwyraźniej już pozbyli się zapasu żelu, który wcześniej niósł ich smok, i teraz sprawnie wymijali wszystkie strzały posyłane w ich stronę. Szybko posuwali się naprzód, a gdy byli już naprawdę blisko łodzi Łowców, ktoś stojący na dziobie ryknął potężnym głosem:
      - No już, półgłówki! Zestrzelić mi tego Zębiroga!
      Niestety Łowcy nie byli w stanie wykonać rozkazu swojego dowódcy. Wym już nakreślił wzdłuż pokładu ścianę gazu, a Jot w odpowiednim momencie wypuścił iskrę, która wywołała potężną eksplozję.
      Dla zwykłego obserwatora mogłoby się wydawać, że smok zaatakował w przypadkowe miejsce, ale plan Jeźdźców był bardziej złożony. Smuga dymu pozostawiona z dzikim wrzaskiem przez bliźniaki prowadziła dokładnie z miejsca, gdzie teraz znajdowała się Iris, wprost do ładowni.
      Dziewczyna dyskretnie wśliznęła się przez burtę na pokład i, wstrzymując oddech, przedarła się przez gryzący obłok. Jak najciszej otworzyła luk i, niezauważona, zeszła po drabinie pod pokład.
      O dziwo nikogo tu nie spotkała. Mocniej ścisnęła swoją broń i ruszyła przed siebie.
      Wcześniej Czkawka pokazywał jej dokładne plany Kosiarza, starego statku Łowców znalezionego wiele miesięcy temu. Jej zadanie było nauczyć się na pamieć rozkładu pomieszczeń i korytarzy, gdyż każda z "Łowczych" łodzi wyglądała tak samo. Dzięki temu teraz szła pewnie, za każdym razem skręcając w odpowiednią stronę, a uważając jedynie na pułapki i strażników.
      Nagle statkiem wstrząsnął potężny wybuch. To była kolejna część planu: lekko uszkodzić kadłub, a żel wydzielany przez skórę Koszmara Ponocnika, był na tyle łatwopalny, że idealnie się do tego nadawał.
      Iris szła dalej. Wystarczyło jej kilka kroków, by osiągnąć cel podróży - tuż przed nią ukazały się solidne drzwi. Dziewczyna szybko znalazła się tuż przy nich i mocnym ruchem pchnęła je. Ku swojemu zaskoczeniu odkryła, że były otwarte.
      Cicho weszła do środka, a jej miękkie buty nie wydawały żadnego dźwięku. Jednak nie pozostała niezauważona.
      Tuż przy wejściu, po lewej stronie stał jeden z Łowców. Kiedy tylko zobaczył Iris, natychmiast ruszył w jej stronę z wyciągniętym przed siebie toporem.
      - Hej! - krzyknął i zaatakował.
      Zamierzył się na nią z prawej strony. Mocno trzymając stylisko topora wykonał cios, ale dziewczyna, kierowana adrenaliną, w ostatniej chwili uskoczyła w tył, a ostrze broni minęło jej brzuch dosłownie o kilka centymetrów.
      Łowca, ciągnięty własną siłą włożoną w cios, odwrócił się do niej bokiem, co Iris wystarczyło. Błyskawicznie uderzyła tępą stroną klingi w jego odsłoniętą potylicę, a przeciwnik padł bez przytomności.
      Dziewczyna, nie zastanawiając się ani chwili, przeszukała bezwładne ciało mężczyzny i w jednej z wielu kieszeni znalazła pęk kluczy.
      Nad jej głową znowu eksplodowała kolejna porcja ponocnikowego gluta.
      Wyprostowała się i dopiero teraz zauważyła, że otaczają ją klatki ze smokami. Jak najszybciej rzuciła się do otwierania smokoodpornych krat i, tak jak zapowiadał Johann, znalazła trójkę wystraszonych Śmiertników i siódemkę Gronkli. Walka się opłaciła.
      - No już! Lećcie! - ponagliła stworzenia, które wypadły z ładowni, gnane smakiem wolności.
      Ostatnia klatka na pierwszy rzut oka wydawała się pusta, ale gdy tylko Iris podeszła bliżej, osłupiała. Zza metalowych belek spoglądały na nią przeszywające, zielone oczy, których właścicielem była...
      - Nocna Furia... - wyszeptała z niedowierzaniem dziewczyna.
      Z tego, co opowiadał jej Czkawka, drugiego smoka tego gatunku nie spotkał jeszcze nigdy i nikt. Do tego nie wiadomo było, gdzie dokładnie ta bestia ma słaby punkt, o ile w ogóle go ma.
      Rozległ się ogłuszający huk, niebezpiecznie blisko, na który czarny smok wydał z siebie niskie warknięcie.
      - Czas się zwijać. - mruknęła Iris i powoli podeszła do klatki.
Spokojnie przekręciła klucz w zamku, spokojnie podniosła kratę i weszła do środka. Była bardzo ostrożna - jeden celny strzał bestii i może już nigdy nie zobaczyć oceanu na zewnątrz.
      Zatrzymała się, uklękła i wyciągnęła rękę przed siebie, tak jak uczył ją Czkawka. Czekała. Spuściła głowę i zamknęła oczy, by pokazać zwierzęciu, że nie ma złych zamiarów.
      Przez jedną, straszną chwilę miała paraliżujące wrażenie, że smok rzuci się na nią... Aż w końcu poczuła na swojej dłoni dotyk chłodnych łusek.
      Otworzyła oczy, a potwór już łasił się do niej i domagał pieszczot.
      Odetchnęła z ulgą, wstała i pogłaskała jego czarny łeb. O dziwo zwierze z łatwością dało się dosiąść. Iris mocno złapała się karku smoka, bo wiedziała, co ten gatunek potrafi, i wyszeptała cicho:
      - Zabierz nas stąd.
      Silne łapy bestii biły podłogę korytarzy, bezbłędnie prowadząc do wyjścia. Przy samej drabinie Iris miała wrażenie, że przebiją się przez ścianę na przeciwko, gdy bestia nagle odbiła się od drewna i z przerażającą prędkością przeleciała przez klapę ładowni.
      Dziewczyna kurczowo chwyciła się karku potwora, bo nagły pęd powietrza mocno uderzył ją w twarz i o mało nie oderwał od czarnych łusek. Z pokładu, który teraz znajdował się niebezpiecznie nisko, dobiegł jej uszu rozemocjonowany ryk Szczerbatka.
      Nocna Furia, której kurczowo uczepiona była Iris, zrobiła w powietrzu kilka tak niebezpiecznych manewrów, że żołądek i serce dziewczyny prawie znalazły się poza jej ciałem.
      - Błagam! Na dół! - krzyknęła prosto do ucha smoka, który, jak na zawołanie, zapikował pionowo w stronę oceanu.
       Kilka metrów nad taflą wody, gdy ciemnowłosa zaczynała już żegnać się z życiem, gwałtownie skręcił, rozłożył skrzydła i delikatnie wylądował na deskach pokładu.
      Iris powoli ześlizgnęła się z czarnej bestii, zatoczyła i, gdyby Czkawka jej nie podtrzymał, pewnie leżałaby na nadpalonych deskach.
      - Nigdy więcej... - wychrypiała, bo gardło odmówiło jej posłuszeństwa.
      Nogi uginały się po jej ciężarem, a wnętrzności skręcały się w supeł.
      - Wielki Odynie... - usłyszała niedowierzający głos Sączysmarka.
      Gdy spojrzała w tamtą stronę, a obraz przestał się rozmazywać, ujrzała Jeźdźców, z ogromnym zdziwieniem na twarzach. Nawet Czkawka, który wciąż mocno trzymał dziewczynę w ramionach, wyglądał, jakby nie do końca wierzył w to co widzi.
      - Czy to jest... Szczerbatek! - zawołał swojego smoka, który natychmiast zjawił się przy nim.
      Oparł Iris o siodło, a sam ruszył w stronę nowej Nocnej Furii. Uszedł kilka kroków, gdy z głębi ciała potwora dobyło się głośne, ostrzegawcze warczenie.
      Dziewczyna, choć nie była w stanie skupić na nim wzroku, zrozumiała o co chodzi.
      Cicho pstryknęła palcami, aby zwrócić na siebie uwagę smoka i powiedziała, najgłośniej jak potrafiła w swoim stanie:
      - Spokojnie. To przyjaciel.
      Czarna bestia chyba zrozumiała, bo powoli podeszła do "przyjaciela" i obwąchała jego protezę nogi. Musiała pachnieć znajomo, bo smok cofnął się i usiadł z zaciekawionym wyrazem pyska.
      Czkawka również się wycofał i z uśmiechem na twarzy przejął Iris od Szczerbatka, by ten mógł poznać kolegę.
      - Zabierzemy go na Koniec Świata? - Śledzik dyskretnie podszedł do chłopaka.
      - Jeśli tylko nam na to pozwoli. - odpowiedział z przejęciem Jeździec Nocnej Furii.
      Iris wracała powoli do swojego poprzedniego stanu. Dopiero teraz zauważyła, jak bardzo ucierpiał statek Łowców. Jedna z rejek masztu płonęła razem z żaglem, a w prawej burcie wyrwana była potężna dziura. Ponad to chyba cała załoga leżała nieprzytomna.
      Mieczyk najszybciej otrząsnął się z szoku i zapytał:
      - Emmm... Możemy już wracać? Jestem głodny.
      Czkawka zamrugał i zdał sobie sprawę, że ciągle patrzył na obwąchujące się czarne smoki.
      - O-oczywiście...

      Kilka chwil później wszyscy znaleźli się w powietrzu. Iris, choć z lekką niechęcią, dosiadała nowej Nocnej Furii. Teraz, kiedy zapoznała się już z innymi smokami, zachowywała się bardziej okrzesanie. Leciała równo, ale dziewczyna i tak wolała mocno trzymać się jej szyi.
      - I co zrobimy? - Czkawka podleciał bliżej nich i zrównał Szczerbatka z nowym przyjacielem. 
      Zapewne chodziło mu o kwestię smoka, na którym teraz siedziała Iris. Zrobiła minę, jakby zastanawiała się nad odpowiedzią, a po chwili uśmiechnęła się i odparła głosem nieznoszącym sprzeciwu:
      - Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam pozbyć się z siebie zapachu spalonego gazu Zębiroga...

~ GuineaPigi



Komentarze

Popularne posty