Smocze Marzenia - Część 5.

      W milczeniu dotarli do głównego budynku.
      Zdążyli jedynie uchylić drzwi, a ich uszu już dobiegły rozemocjonowane głosy kłócących się bliźniaków.
      - Ile razy mogę powtarzać, że te twoje plasterki ziemniaków zupełnie nie nadają się na danie główne? Jako przekąska może tak, ale...
      - Och, nie znasz się na gustach kulinarnych! W przyszłości ludzie będą je jedli o każdej porze dnia!
      Mieczyk i Szpadka, chociaż Iris wciąż miała problem z rozróżnieniem ich, prawie stykali się nosami nad porcją czegoś, co przypominało spalone na wiór kawałki wspomnianego warzywa, i prowadzili zażartą dyskusję na ich temat.
      - Możecie w końcu przestać? - Czkawka zwrócił na siebie uwagę nie tylko bliźniaków, ale i wszystkich innych zebranych wokół stołu.
      Dwójka młodych wikingów jeszcze chwilę mierzyła się wzrokiem, po czym usiedli z powrotem obok siebie.
      Iris stwierdziła, że jeździec Nocnej Furii musi cieszyć się ogromnym szacunkiem wśród pozostałych, jeśli nawet ci najmniej bystrzy liczą się z jego słowami.
      Chłopak zaprosił ją ruchem ręki, aby usiadła na jednym z wolnych miejsc, po czym sam usadowił się obok niej.
      Przez dłuższą chwilę nikt nic nie mówił; wszyscy w ciszy spożywali podany im posiłek. Po kilku minutach monotonne odgłosy przerwał jednak Śledzik, a na nagły dźwięk jego głosu zebrani podskoczyli.
      - Są już jakieś wieści od Johana? - zapytał.
      Czkawka rozejrzał się dookoła, upewniając się, czy pytanie na pewno zostało skierowane do niego, po czym odparł:
      - Tak, jeszcze wczoraj wieczorem przyleciał Straszliwiec z wiadomością. Johan twierdzi, że Łowcy dokładnie za tydzień będą przepływać jakieś 30 mil morskich na zachód od naszej wyspy. Będą przewozić kilka Gronkli, Śmiertników i, jak to ujął, "coś specjalnego". Myślałem nad tym i mam zamiar przeciąć im drogę niedaleko wyspy Śmiercipieśnia. - chłopak mówił to z takim przekonaniem, jakby był pewny że wszystko się uda i nie miał żadnych wątpliwości - Zaatakujemy z zaskoczenia i uwolnimy smoki, ale w tym będzie musiała pomóc Iris.
      Właścicielka imienia spojrzała na niego, ze zdziwieniem marszcząc brwi. A więc to o to chodziło, kiedy pytał o tę jej dziwną więź ze smokami!
      Natomiast Astrid o mało co nie zakrztusiła się spożywanym posiłkiem. Na jej twarzy odmalował się tak groteskowy wyraz niedowierzania, że Iris miała szczęście, iż była zwrócona w stronę Czkawki.
      - Słucham?! - wykrzyknęła z oburzeniem, a gdy chłopak tylko wzruszył ramionami, kontynuowała - Ona nigdy nie brała udziału w takich akcjach i jest niedoświadczona! Najpierw musiałaby przejść porządne treningi i kilka lekcji o smokach, a to trwa wieki! Nie mamy tyle czasu! I nie możemy pozwolić sobie na jakąkolwiek pomyłkę, czy zdrajcę! - dziewczyna energicznie gestykulowała z każdym wypowiadanym słowem, a ostatnie prawie wykrzyczała.
      Czkawka spojrzał na nią spode łba, po czym odparł, w złości silniej intonując wszystkie "nie":
- Wierzę, że Iris nie jest zdrajcą i nie zawiedzie nas podczas bitwy. Nie jest też ofermą, jak ci się chyba wydaje. Nie opuści nas w najważniejszym momencie i nie pośle w łapy wroga. - mówił to z tak głębokim przekonaniem, że dziewczyna siedząca obok niego nie mogła powstrzymać się od pełnego zdziwienia, lekkiego uśmiechu.
      Astrid piorunowała go wzrokiem i wymamrotała coś, co przypominało "Jeszcze tego pożałujesz..."
      Śledzik prawdopodobnie uznał, że musi interweniować, więc powoli wyciągnął ręce do kłócącej się dwójki z odrobinę drżącym głosem.
      - Eee... Spokojnie? - chyba sam nie wierzył w to co mówi, bo również i on z niechęcią słuchał wątpliwości Astrid - Przecież zawsze możemy tylko spróbować. A jeśli będziemy trzymać się na odpowiednią odległość, nic nam się nie stanie. W razie czego - tu posłał przepraszające i pełne skruchy spojrzenie w stronę ciemnowłosej dziewczyny - możemy zostawić tam Iris, a sami odlecieć...
      Astrid chyba toczyła w sobie jakąś wewnętrzną walkę, bo kiwała się delikatnie w przód i w tył, jakby nie potrafiła zdecydować, czy wyjść, czy też zostać i dalej prowadzić tę dyskusję.
      W końcu podjęła decyzję i, ze wzrokiem pełnym wyrzutu poderwała się z ławy, a wychodząc rzuciła jeszcze przez ramię spojrzeniem pełnym wyższości, po czym opuściła pomieszczenie.
      Iris czuła się dziwnie, kiedy ktoś sprzeczał się na jej temat. Nie przywykła do tego, bo na rodzinnej wyspie jej rówieśnicy zwykle wszystkie argumenty kierowali przeciwko niej. To że jeździec Nocnej Furii bronił ją, było dla niej nowym i... w pewnym sensie przyjemnym uczuciem.
      Przez chwilę z pomieszczeniu panowała zupełna cisza, przerywana jedynie cichymi skrzekami smoków dobiegającymi z lasu.
      Po kilku sekundach Czkawka odchrząknął i znów podjął:
      - Mówiłem o planie... Tak więc... Uważam, że na sam początek zaatakujemy, a w powstałym chaosie Iris przemknie się do ładowni i uwolni smoki, po czym my zniszczymy statek. Oczywiście jeśli się zgodzisz - dodał, zwracając się do dziewczyny.
      Ta uśmiechnęła się na myśl, że na coś się przyda i przytaknęła:
      - Jeśli już zgodziłam się zostać, to nie mam zamiaru siedzieć bezczynnie.
      - Zgodziłaś się? Och, to cudownie! - Śledzik nie potrafił powstrzymać się przed okrzykiem radości.
      Iris posłała mu jeszcze szerszy i bardziej promienny uśmiech. Cieszyła się, że nie wszyscy są sceptycznie nastawieni do jej udziału w bitwie.
      - Szczegóły i strategia są jeszcze do ustalenia. - kontynuował Czkawka z lekkim przejęciem, które towarzyszyło każdemu wikingowi przed bitwą. - Iris, będziesz musiała przejść przyspieszony kurs walki wręcz i oczywiście poznać podstawowe gatunki smoków. Śledzik, zajmiesz się tym?
      - Oczywiście! Niezwłocznie. - dodał, po czym uśmiechnął się, pewnie na myśl, że spędzi kolejne godziny na przeglądaniu wiedzy o smokach.
      Czkawka tym czasem już przyglądał się pozostałej trójce, zagryzając dolną wargę.
      - Sączysmark. - na dźwięk swojego imienia niski jeździec natychmiast odwrócił głowę w stronę chłopaka - Nazbieraj tyle gluta Ponocnika, ile zdołają unieść dwa smoki. Będzie nam potrzebny. A wy... - spojrzał na Mieczyka i Szpadkę i na chwilę zawahał się, jakby z obawą, czy aby na pewno może powierzyć im jakieś konkretne zadanie. - Wyczyścicie smoki?
      (Prawdopodobnie) Mieczyk uniósł głowę znad swojego talerza i z entuzjazmem poparł decyzję przyjaciela.
      - Tak! Czysty smok, to szczęśliwy smok! A szczęśliwy smok, tooo... Yyy... No cóż, później wymyślę. Siostro, ruszajmy więc! - zakrzyknął teatralnym głosem, po czym oboje odstawili swoje puste naczynia po posiłku i równym krokiem wymaszerowali z budynku.
      - Oni tak zawsze? - zapytała Iris, nie wiedząc czy śmiać się, czy też być zażenowaną, a kiedy Śledzik potwierdził jej obawy ze zmieszaną miną, postanowiła nie drążyć tematu.
      - Zaraz, zaraz. I ja cały tydzień mam zbierać gluta? I nic więcej? - Sączysmark był rozczarowany swoim zadaniem, które otrzymał.
      Czkawka jednak szybko ukrócił niezadowolenie jeźdźca i odparł:
      - Możesz pomóc bliźniakom. Przecież czysty smok, to szczęśliwy smok.
      Iris i Śledzik uśmiechnęli się na widok zbitego wyrazu twarzy chłopaka, a kiedy ten ostatecznie wyszedł powłócząc nogami, wybuchnęli głośnym śmiechem.
      - Ruszajmy. Przed nami dużo pracy - po chwili odparł jeździec Nocnej Furii i wstał od stołu, a za jego przykładem poszła pozostała dwójka.

~ GuineaPigi



Komentarze

Popularne posty