Smocze Marzenia - Część 4.

      W kilka chwil znalazła się nie daleko smoczej stajni. Postanowiła, że kiedy burza w końcu zostanie przegoniona przez silny wiatr, ona zniknie razem z nią.
      Lekko uchyliła ogromnie drzwi i wśliznęła się do środka. Szybko zatrzasnęła je za sobą chcąc oddzielić się od reszty świata na zewnątrz.
      Właściwie rozumiała zachowanie Jeźdźców. Nie znali jej i mieli prawo mieć obiekcje co do prawdomówności dziewczyny. Jedyna wina leżała po stronie losu. Od zawsze Iris była wytykana od najgorszych i dziwadeł. Na Fjern wszyscy ją odtrącali, bo biła od niej inna aura. Ona chciała przeżywać szalone przygody, zbierać nowe doświadczenia, zwiedzać świat, a wikingowie z jej rodzinnej wyspy byli urodzonymi domatorami, bojącymi się każdej nowej rzeczy. I nie spodziewała się też, że tutaj będzie inaczej. To Czkawka zasadził w niej ziarenko nadziei na lepsze życie, które zbyt wcześnie zaczęło kiełkować.
      Odwróciła się plecami do wejścia i rozejrzała dookoła. Smoków było tu niewiele, bo zapewne większość postanowiła skorzystać z odrobiny świeżego powietrza pomiędzy mocnymi opadami.
      Prawie natychmiast na jej ramię sfrunął Nocny Koszmar, jak zdążył wcześniej poinformować ją Czkawka i usadowił się wygodnie. Iris powolnym krokiem skierowała się do kosza z rybami po przeciwległej stronie pomieszczenia. Chwyciła kilka z nich, usiadła pod ścianą, a gdy smok zszedł na podłogę zaczęła rzucać mu kawałki przysmaku.
      Już po chwili do Koszmara dołączył jeden z jego przyjaciół, domagając się pokarmu.
      O dach stajni zaczęły uderzać krople deszczu, zwiastując początek kolejnej ulewy. Spadały coraz gęściej i intensywniej, aż w końcu głuche uderzenia zlały się w przyjemny dla ucha szum. Po chwili również zrobiło się odrobinę ciemniej, a pochodnie przytwierdzone do ścian przygasły.
      Nagle po pomieszczeniu przetoczył się donośny dźwięk otwieranych drzwi. Po wcześniejszym monotonnym odbijaniu się kropel deszczu na zewnątrz był to odgłos tak ostry, że zarówno dziewczyna jak i towarzyszące jej smoki natychmiast odwróciły głowy w kierunku, z którego dobiegał hałas.
      W drzwiach pojawił się Czkawka, którego włosy i ubranie ociekały wodą, i rozejrzał się dookoła. Wszedł do środka a tuż za nim wśliznął się jego smok. Kiedy ujrzał Iris spokojnie siedzącą pod przeciwległą ścianą jego twarz rozjaśnił uśmiech.
      - Nareszcie cię znalazłem! - powiedział entuzjastycznie - Przeszukałem chyba całą wioskę.
      - Niepotrzebnie... - odparła cicho dziewczyna, spuściła głowę i wróciła do poprzedniego zajęcia.
Czkawka lekko zmarszczył brwi i nie zwracając uwagi na swój przemoczony strój ruszył w jej stronę energicznym krokiem.
      - Coś się stało? - zapytał z troską, siadając obok Iris, a kiedy ta nie odpowiedziała, lekko dotknął jej ramienia - Wszystko w porządku?
      Rozmówczyni głęboko westchnęła i wpatrując się w daleki punkt naprzeciw niej, rzuciła w przestrzeń:
      - Kiedy ta burza przejdzie, odpłynę.
Pomimo, że nie patrzyła na młodego Jeźdźca, wyczuła, że był ogromnie zdziwiony, bo cofnął rękę.
      - Ale... Jak to?
      Dziewczyna spuściła wzrok na swoje dłonie trzymające kilka dorszy. Płynnym ruchem posłała je po podłodze w stronę dwójki Nocnych Koszmarów i nie odrywając od nich znudzonego spojrzenia, wyznała:
      - Słyszałam waszą rozmowę. Twoją i... Astrid. - zawahała się na moment przypominając sobie imię blondwłosej. - Przepraszam.
      Chłopak, pomimo swojego ciągłego zdziwienia, zaśmiał się cicho i usiadł w wygodniejszej pozycji.
      - Och... A więc o to chodzi... - Czkawka na chwilę się zawiesił, jakby rozmyślał nad odpowiedzią. W końcu jednak wyjaśnił. - Cóż... Astrid jest przewrażliwiona, zawsze zakłada najgorszy scenariusz i uważa, że ma rację. Sączysmark robi wszystko, żeby tylko jej się przypodobać, a bliźniaki uwierzą w każde słowo, które im się powie. Na prawdę, nie masz czym się przejmować.
      Iris chciała wierzyć Czkawce i miała nadzieję, że się nie myli. Pomiędzy mową a rzeczywistością ziała głęboka dziura, którą trudno było przeskoczyć, nie ważne jak bardzo dziewczyna by się wysilała. Ale na razie nie chciała podejmować pochopnej decyzji. Zagrała na czas.
      - Wiesz, pasujecie do siebie. - powiedziała, patrząc na niego zadziornie.
      - Słucham? - prawie wykrzyknął jeździec z komicznym wyrazem zdziwienia na twarzy.
      - No tak. - Iris skutecznie hamowała napady śmiechu. - Ty szukasz przygód i pakujesz się w kłopoty, a ona cię z nich wyciąga. - podczas zwiedzania wyspy dziewczyna zdążyła się dużo dowiedzieć o przygodach przyjaciół. - W prawdzie powinno być na odwrót, ale cóż...
      Czkawka miał twarz tak wykrzywioną zdziwieniem i zniesmaczeniem, że jego rozmówczyni nie mogła nie wybuchnąć śmiechem. Ten jednak szybko się otrząsnął i sprostował wypaczoną wizję świata Iris.
      - Może gdyby była bardziej szalona, emocjonalna i zdystansowana. Ale znając ją, to nigdy nie nastąpi.
      Tym razem oboje zaśmiali się i spojrzeli przed siebie, wyobrażając sobie Astrid w nowej odsłonie. Czarny smok przez cały czas przyglądał im się z zaciekawieniem.
      - Emmm... Mogę o coś zapytać? - nagle odezwał się Czkawka.
      Dziewczyna otrząsnęła się z zamyślenia i zwróciła na niego wzrok.
      - Jasne - odparła.
      - Dlaczego rodzice nazwali cię "Iris" ? To nie jest typowe imię wikingów.
      Rozmówczyni przymknęła oczy, jakby chciała sobie coś przypomnieć. Teraz siedziała przodem do jeźdźca opierając się jedną ręką o podłogę, co pozwalało chłopakowi z łatwością ją obserwować. Po chwili odezwała się:
      - A "Czkawka" to niby wikińskie imię? - tu właściciel zrobił minę, która przekonała dziewczynę, że jednak woli nie drążyć tematu. - Dobra... Moja wyspa leży trochę dalej na południe. Dawno temu zamieszkiwali ją ludzie czczący bogów greckich. Wiesz o czym mówię? - spytała, a kiedy Czkawka twierdząco pokiwał głową, kontynuowała. - Z czasem te wierzenia przerodziły się w nordyckie, ale niektóre zwyczaje pozostały. Takie jak na przykład dawanie dzieciom imion po greckich bogach. Iris była boginią tęczy.
      Jeździec potrzebował chwili, żeby to przetrawić, a kiedy coś zaskoczyło w jego głowie odparł:
      - Ciekawe... Ja nazywam się Czkawka, bo nasze plemię wierzy, że głupie imiona odstraszają trolle...
      Znowu oboje odrzucili głowy do tyłu i wybuchnęli głośnym śmiechem.
      Chłopak zdążył już wyschnąć po podróżowaniu w czasie ulewy. W stajni unosiło się ciepłe powietrze, nagrzane dzięki pochodniom zaczepionym na ścianach.
      - Może... - zaczęła Iris już mniej pewnym głosem niż przedtem, co zwróciło uwagę jeźdźca. - Może jednak zostanę z wami...
      Na twarzy Czkawki natychmiast pojawił szeroki i nad wyraz szczery uśmiech.
      - Naprawdę? - zapytał, a kiedy jego rozmówczyni przytaknęła, ten przybliżył się do niej i przytulił z wdzięcznością. - Cieszę się, że zmieniłaś zdanie.
      Dziewczyna czuła się przy Czkawce bardzo swobodnie, jakby znała go już długi kawał czasu. Nie była skrępowana, co zdarzało się jej rzadko, nawet na rodzinnej wyspie.
      Kiedy w końcu chłopak wypuścił ją z uścisku, ta dodała:
      - Przynajmniej do czasu, kiedy nie postanowicie przechrzcić mnie na "Kalarepę"...
      Tym razem to Czkawka nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Iris tym czasem zdała sobie sprawę, że monotonny szum deszczu ustał.
      - Chyba przestało padać. - zagadnęła wesoło.
      - Taaak... - odparł chłopak hamując kolejny napad śmiechu. - Chyba powinniśmy już iść. Zbliża się pora obiadu...
      Dziewczyna energicznym ruchem podniosła się z podłogi po czym pomogła wstać również Jeźdźcowi. Jego smok przysnął w kącie stajni i cicho pochrapywał. Nocne Koszmary już jakiś czas temu przeniosły się na swoje poprzednie legowiska, zdając sobie sprawę, że na większą ilość ryb nie mają co liczyć.
      Czkawka przystanął w pół drogi do wyjścia i znów się odezwał:
      - Aaa, i jeszcze jedno... Wtedy, na klifach Szczerbatek tak po prostu do ciebie podszedł. I te Nocne Koszmary... Jak ty to robisz?
      Iris tylko wzruszyła ramionami.
      - Sama nie wiem. Od pewnego czasu po prostu tak mam... - dziewczyna sama była zaskoczona swoją śmiałością wobec smoków. - Chociaż wcześniej nie próbowałam. Możliwe, że też tak było.
      Dziewczynie wydawało się, że w oczach Czkawki zatańczyły wesołe błyski. Po chwili odparł:
      - Rozumiem... Chodźmy już.
      Po czym oboje opuścili pomieszczenie, zostawiając Szczerbatka szczęśliwie pogrążonego w swoich snach...

~ GuineaPigi


Komentarze

Popularne posty