Smocze Marzenia - Część 3.

      Następnego ranka Iris obudził dźwięk otwieranych drzwi wejściowych i zobaczyła, jak do środka wpadają słabe promienie słońca.
      - Ja go chyba zabiję... - usłyszała głos Czkawki jeszcze zanim otworzyła zaspane oczy - Śledzik!
      - Czy coś się stało? - znienacka zza rogu wyłonił się otyły jeździec, nie wiedząc co jest powodem zdenerwowania przyjaciela.
      Iris nie mogła pozwolić, aby ten miły chłopak ponosił odpowiedzialność za jej uparcie. Natychmiast zerwała się ze swojego posłania, podbiegła do młodzieńców i uspokajająco położyła dłoń na ramieniu Czkawki.
     - To nie jego wina. Ja sama chciałam. - obroniła blondyna.
     Szczupły chłopak odwrócił się i zmierzył ją wzrokiem, ale widocznie już odpuścił. Uśmiechnął się lekko i zwrócił z powrotem do przyjaciela:
      - No cóż... Przepraszam. - był trochę zmieszany, ale zaraz znowu odwrócił się w stronę dziewczyny - W nocy było zimno, mogłaś się przeziębić. Nie mogę pozwolić, żeby nasz gość zachorował z powodu mojego niedopatrzenia.
      - Och, nic mi nie jest! Spokojnie. 
      Odwróciła się twarzą do pomieszczenia i skierowała kroki w stronę swojego posłania. W pośpiechu zaczęła składać wszystkie koce doprowadzając do porządku kąt, który wybrała zeszłej nocy. Było jej przyjemnie ciepło, więc Czkawka niepotrzebnie się martwił. 
      - Dzisiaj znajdziemy ci jakieś lokum, więc nie będziesz już spała na podłodze. 
      Iris oderwała się od swojego zajęcia i spojrzała ze zdziwieniem na zielonookiego jeźdźca, oddając mu stosik zgrabnie poskładanych okryć. 
      - Nie trzeba. Jeszcze dzisiaj zamierzam wrócić do domu. 
      Tym razem odezwał się Śledzik, który nadal stał w progu, a teraz obserwował z niepokojem ciemne chmury pędzące po nieboskłonie. 
      - O ile nie rozpęta się kolejna burza. A do tego czasu mamy jakieś... 4 godziny? 
      Czkawka tylko wzruszył ramionami z zadowoleniem. 
      Dziewczyna niezbyt ucieszyła się z tej informacji, a na jej twarzy pojawił się wyraz głębokiego zdegustowania. 
      - Jeśli mnie nie puścicie, to co niby mam robić? Ostrzegam, że jeśli każecie mi zostać w zamkniętym pomieszczeniu przez pół godziny, nie będziecie mieli czego odbudowywać... 
      Czkawka zaśmiał się głośno, po czym przeniósł rozbawiony wzrok na rozmówczynię. 
      - Spokojnie, coś się na pewno znajdzie! A teraz usiądź - tu pociągnął lekko dziewczynę w stronę stołu stojącego pośrodku pomieszczenia - i czekaj, aż ktoś przyniesie ci śniadanie. 
      Iris już chciała protestować, ale chłopak szybko zniknął za sąsiednimi drzwiami z szerokim uśmiechem na ustach. 
      Śledzik już wcześniej gdzieś odszedł, ale po kilku minutach znów wrócił z resztą zaspanych jeźdźców. 
      Po chwili któreś z bliźniaków podało pyszne śniadanie w stylu "bardzo wikińskim": pieczoną baraninę zgrabnie poukładaną na kawałkach chleba. 
      Po krótkim odpoczynku wszyscy ruszyli do swoich codziennych zajęć. 
      Czkawka jak obiecał, tak też zrobił i zaproponował Iris oprowadzenie po wyspie, na co ona z chęcią przystanęła. 
      Pokazał jej całą twierdzę bardzo dokładnie, nie pomijając zasad Szponów i Toporów, których to plansza zeszłego wieczoru ją zaintrygowała, dom bliźniaków "podzielony" na dwie identyczne połowy, dom Sączysmarka z jednej strony osmalony przez glut Koszmara Ponocnika, dom Śledzika w każdym możliwym miejscu obsadzony kwiatami, dom Astrid - chyba najlepiej chroniony ma wyspie, jego dom z małą kuźnią obok wejścia, wygodną stajnię dla smoków i w końcu tysiące umocnień i broni wyspy. 
      Po długiej wycieczce Iris dostała wolną rękę i pozwolenie od Czkawki na rozejrzenie się. 
      Jednak już po chwili nie widziała dalszego sensu w chodzeniu tam i z powrotem, więc postanowiła wrócić do głównego budynku.
      Zatrzymała się tuż obok drzwi, słysząc dochodzące z drugiej strony podniesione głosy Czkawki i Astrid. Blondynka była wyraźnie poruszona zachowaniem chłopaka. 
      - ... I tak po prostu pokazujesz jej wyspę? A co jeśli jest szpiegiem Viggo? 
      - Nie jest. Zauważyłbym to. 
      - A pamiętasz co było z Heatherą? Też tak twierdziła, a potem okazała się pracować dla Albrechta! 
      - I została jedną z nas... Nie możesz oceniać książki po okładce! 
      - Ale Sączysmark też tak twierdzi! I bliźniaki... 
      Iris była wstrząśnięta... Nie wierzą jej? No tak... Mogła się tego spodziewać. Czkawka zbyt optymistycznie podszedł do sprawy i najwyraźniej się przeliczył. 
      Nie mogła teraz wypłynąć, bo nad jej głową już zbierały się burzowe chmury, a w oddali dosłyszała huk grzmotów. 
      Musiała zebrać myśli...

~ GuineaPigi


Komentarze

Popularne posty