Smocze Marzenia - Część 1.

      Młoda dziewczyna płynęła małą łódką. Nie interesowało jej dokąd zaniosą ją lekkie fale, byle tylko chodź na chwilę pobyć samą. Nie lubiła przebywać wśród ludzi na swojej rodzinnej wyspie, bo tam wszyscy uważali ją za zwykłą pomyłkę i nigdy nie traktowali poważnie.
      Swobodnie mogła czuć się jedynie na wodzie, gdzie nikt nie był w stanie dosięgnąć jej wzrokiem, ani wypomnieć najmniejszych błędów.
      Miała zamknięte oczy by móc w pełni rozkoszować się samotnością, a wiatr rozwiewał jej krótkie, ciemne włosy. Miała ochotę pozostać w tym położeniu jak najdłużej, może na zawsze; nigdy nie wracać tam, skąd pochodziła; nigdy nie spotkać ludzi, między którymi się wychowała.
      I pewnie jeszcze długo pochłaniałaby całą sobą ciszę wokoło z rękami założonymi za głowę, gdyby jej łódką nie zakołysało delikatne pchnięcie. Po tak długiej ciszy i prawie braku ruchu, nagły wstrząs spowodował u dziewczyny przyśpieszone bicie serca. Natychmiast poderwała się ze swojego wygodnego miejsca, ale nie długo dane jej było utrzymać się w tej pozycji. Sekundę później, zanim siedemnastolatka zdążyła rozejrzeć się wokoło, łódka ostro poderwała się z tafli wody, a gdyby dziewczyna w ostatniej chwili nie chwyciła się burty, najpewniej znowu wylądowałaby na deskach pokładu.
      - Mam ją! Złapałem łódź! - usłyszała gdzieś nad sobą męski, pełen dumy głos.
      Kiedy spojrzała w kierunku z którego dobiegał, dopiero wtedy dostrzegła, gdzie się znajduje. Jej statek spoczywał na dnie ogromnej sieci, która z kolei trzymana była przez wielkiego, czerwonego smoka. W następnej sekundzie w polu widzenia pojawił się następny, czarny, a za nim podążyły jeszcze trzy.
      Tym, co najbardziej zaskoczyło dziewczynę, nie były smoki, które widywała wcześniej na rodzinnej wyspie, lecz ludzie siedzący na ich grzbietach. Żaden znany jej wiking nigdy nie odważyłby się choćby dotknąć tych groźnych bestii, a oni czuli się na nich tak swobodnie, jakby przyjaźnili się z nimi od urodzenia.
      Siedemnastolatka nie czuła strachu, ale zafascynowanie. Nigdy nie chciała zabijać smoków i nigdy też żadnemu nie zrobiła krzywdy.
      - Hej! Nie jestem jakąś rybą, żeby mnie łapać! - krzyknęła, a jej głos poniósł się po spokojnej tafli oceanu.
      Z tej odległości trudno było ocenić co robią tajemniczy porywacze, ale dziewczyna dostrzegła, że szczupły chłopak na czarnym smoku odwrócił się w stronę tego, którego wierzchowiec trzymał jej sieć.
      - Smark, mówiłeś, że nie żyje! Byłeś pewien!
      - Słucham?! - wykrzyknęła, chodź nie do końca wiedziała, czy przez pęd wiatru ktokolwiek ją usłyszał.
      Chłopak nazwany Smarkiem był ewidentnie zaskoczony, że jego zdobycz okazała się być żywa. Po chwili otrząsnął się jednak z szoku, rozłożył ręce w przepraszającym geście i odkrzyknął w stronę przyjaciela na czarnej bestii, a wiatr porwał jego słowa:
      - No co?! Każdy może się pomylić! Nawet ty się mylisz! Przyznaj, że się mylisz! Nikomu nie wmówisz, że ten pomysł ze Smoczymi Skrzydłami wypalił!
      Szczupły chłopak tylko odwrócił się i bezradnie pokręcił głową, chodź dziewczyna mogłaby przysiąc, że mruknął coś w stylu "Thorze, daj mi cierpliwość, bo jeśli dasz mi siłę, to ich wszystkich pozabijam...".
      - Wracamy! Wszyscy na klify!
      Było widać, że to właśnie on tu dowodzi, bo reszta smoków posłusznie zawróciła w zgranym szyku i już chwilę później łódka dziewczyny została bezpiecznie osadzona na twardym podłożu, a sieć opadła jej na głowę.
      Szybko zaczęła wyplątywać się z pułapki, a kilka kroków przed sobą wciąż słyszała tupot stóp i przyciszone rozmowy. Po kilku sekundach poczuła z zewnątrz szarpnięcie i w następnej chwili stała już wolna od zwojów lin i twarzą w twarz z chłopakiem dosiadającym czarnej bestii.
      Zanim się odsunął, dziewczyna zdążyła mu się przyjrzeć. Miał duże, zielone oczy, nos posypany piegami i ciemne włosy przyprószone rudawym nalotem, których z pewnością nie można było zaliczyć do krótkich. Posturą nie przypominał prawdziwego wikinga, bo był szczupły i mizerny, choć proteza nogi dodawała mu dostojeństwa.
      - Yyy... Cześć... Wybacz to porwanie, ale... Płynęłaś prosto na klify, więc... - był bardzo zmieszany, ale dalej starał się wytłumaczyć swojego przyjaciela.
      - Emm... Dzięki. To znaczy... Muszę już wracać na moją wyspę. Będą się niepokoić. - skłamała.
      Odwróciła się i już miała zepchnąć swoją łódkę na wodę, kiedy ten sam chłopak zatrzymał ją.
      - Zaczekaj! Nie możesz teraz płynąć. Za niedługo się ściemni, a w nocy jest tu niebezpiecznie.
      Dziewczyna jeszcze raz spojrzała na szatyna, który już zrównał się z resztą grupy i uśmiechał się dobrodusznie w jej kierunku.
      - Och, poradzę sobie, a poza tym...
      Nagle zza jego pleców wychynął czarny smok, obwąchując powietrze wokół siebie. Chwilę później oparł wzrok na dziewczynie i powolnym, sprężystym krokiem zaczął zbliżać się ku niej, podczas gdy wszyscy obserwowali go z zaskoczeniem na twarzach. Kiedy bestia była już na tyle blisko, że siedemnastolatka spokojnie mogła policzyć łuski na jej pysku, smok jeszcze raz dokładnie ją obwąchał, po czym, ku niedowierzaniu wszystkich, zaczął się do niej łasić.
      Dziewczyna nigdy wcześniej nie miała do czynienia z tymi stworzeniami z aż tak bliska, ale zawsze czuła, że wiąże ją z nimi jakaś dziwna więź. Nie mogła patrzeć jak ludzie z jej wyspy zabijają smoki ani nigdy nie rozumiała dlaczego to robią. I to właśnie z tego powodu nikt nie liczył się z jej zdaniem.
      - Niesamowite. - z zamyślenia wyrwał ją głos otyłego chłopaka o blond włosach.
      Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że czarny smok wciąż łasi się do niej a ona głaszcze go po chłodnych łuskach.
      Natychmiast oderwała rękę od gładkiego pyska bestii i odsunęła się, zupełnie nie wiedząc co ma powiedzieć. Była tak samo zaskoczona jak przypatrujący się jej nieznajomi.
      - Tooo... Ja już odpłynę. - zmieszana ponownie odwróciła się do swojej łódki, ale i tym razem powstrzymał ją lider zespołu.
      - Co ty... To znaczy... J-jak ty to... Skąd...
      - Eeem, nie chciałbym przeszkadzać, ale jeszcze kilka chwil tego waszego bełkotu i będziemy w niezłych tarapatach - nagle przerwał mu stojący nieco dalej chłopak o długich, jasnych włosach. A może dziewczyna?
      Dokładnie w chwili, kiedy wzrok wszystkich skierował się w stronę mówiącego, horyzont przecięła potężna błyskawica, a tuż po niej do ich uszu dotarł ogłuszający grzmot.
      - Niech to... Wszyscy na smoki! Wracamy na Koniec Świata! - rozkazał młody przywódca, a po chwili wahania dodał w stronę nowo poznanej dziewczyny - A ty lecisz z nami. Nie puszczę cię w taką pogodę.
      Nie miała kiedy zaprotestować, bo natychmiast została wepchnięta z powrotem do swojej łódki i uniesiona w powietrze. Nie rzucała się, bo wiedziała, że i tak nie wygra. Mogła jedynie czekać na to, co przyniosą jej następne godziny.


      Kiedy tylko wzbili się w powietrze, przez oczka sieci zaczęły spadać na nią ciężkie krople północnego deszczu...

~ GuineaPigi



Komentarze

Popularne posty